MYŚL O POLSCE – AMARANTBLUE – SUB SPECIE FUTURUM

DIALOGUE-------E-PRUS-------ESSAY-------PHILOSOPHE-------POEMS1-------POEMS2

YOU TRANSLATE

23 czerwca 2007

Czasy zwątpienia dobiegają kresu

Oto na naszych oczach Rzeczypospolita odzyskuje dawny splendor - a zarazem bledną i nikną wpływy sowieckiej opricziny. To wielki sukces Prezydenta i polskiej Dyplomacji; w efekcie tej konferencji Unii Europejskiej wracamy do sposobów liczenia głosów przyjętych na Konferencji Nicejskiej; i Polska zyskuje dziewięć lat, by np. dogonić ekonomicznie rozwinięte kraje Europy. Są także inne pozytywne konsekwencje.

Tymczasem tzw. opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna, a także "niezależne" publikatory (tuby społecznej opinii) głoszą porażkę. Lecz w zasadzie to dobrze - bo w ten sposób dokumentnie zatracą wiarygodność. Zatem nie będzie puczu; gniew "ludu" przygasł z powodu deszczu; a pisarczykom wielkich i "etosowych" (w niektórych przypadkach prawdziwie "europejskich") gazet, stacji radiowych i telewizyjnych pomieszało się w komentarzach. Głosząc więc porażkę wobec rzeczywistego sukcesu - jaką rację stanu reprezentują? Są wyrazicielami tego narodu i społeczeństwa? Zależy im na naszym powodzeniu?
Nie jestem zwolennikiem p. Prezydenta i p. Premiera. Ale w tym momencie należy im oddać wielki honor - przy tym podziwiam umiejętności dyplomatycznej gry, skutecznej gry.

Czasy zwątpienia dobiegają kresu. Zbliża się dzień zdarcia maski.

21 czerwca 2007

Pucz się nie uda

Czy to przypadek, że zbiegły się w czasie: możliwość publikacji listy 500-set p. Kurtyki; buntownicza aktywność lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli i pseudo-górników (przecież normalny człowiek, normalny, ciężko pracujący górnik - nie są chamami i brutalami, i tak się nie zachowują); a także wyjazd na trudne negocjacje p. prezydenta L. Kaczyńskiego?

Jedną z moich specjalności jest sowietologia - napisałem magisterium o charakterze historiozoficznym na temat tzw. "rewolucji październikowej", broniąc tezy, iż to wydarzenie było jedynie puczem garstki "internacjonałów" - właśnie w momencie znacznego osłabienia władzy państwowej Cesarstwa Rosyjskiego, a właściwie permanentnego paraliżu sprawności tej władzy. Opierałem się na relacjach intelektualistów rosyjskich, którzy między innymi byli lepszymi znawcami doktryny Marksa i Engelsa (np. P. Struve, S. Bulgakov), niż tow. Plechanow (naczelny ideolog bolszewii w momencie narodzin państwa sowieckiego) - nie wspominając o poziomie umysłowym tow. Lenina, tow. Trockiego i in. Wspomniani hreczkosieje w trakcie robotniczych strajków przewracali kosze, wspinali się na dachy samochodów i podżegali tłum do krwawej rozprawy - obiecując po udanym "zamurowaniu" systemu (np. wejścia do Urzędu Prezesa Rady Ministrów) realizację wszystkich oczekiwań społecznych oraz także zachcianek. Są dokumenty i relacje - dobrodzieju (dobrodziejko), chciałoby się powiedzieć - pełna stratygrafia manipulacji. Tylko zakrzesać iskrę obok beczki prochu... i uruchomi się iście bolszewicka konwencja wydarzeń. Tymczasem pucz się nie uda.

Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), a co się waćpan "tarabanisz", dzwoń po granatową policję i do naczelnika. Zbierzemy towarzyszy do zaplombowanych wagonów, jest dobra ku temu okazja - i via Moskwa. Skąd przyszło, niech wraca.

19 czerwca 2007

Lista 500-set

Pięciuset areopagitów naszej Rzeczypospolitej w wyniku jednej publikacji - ich nazwisk i informacji o dokonaniach, tych z epoki "zony PRL" - utraci swój cenny dorobek, czyli autorytet. Nawet nie dorobek naukowy lub kulturalny (bo przecież nie dorobek twórczy i wolny - u nich brak takich dokonań), tylko utraci wybitny autorytet, skrzętnie gromadzony przez dziesięciolecia. Są już protesty szacownych consulów, pretorian i ludzi wprost rozpaczliwie zatroskanych o los Rzeczypospolitej.

Wyobrażasz sobie dobrodzieju (dobrodziejko), więc po opublikowaniu listy 500-set, jeśli oczywiście przedsięwzięcie dojdzie do skutku, wszystko runie - rozpadnie się struktura Rzeczypospolitej. Na rumowisku zaś będzie dalej krążył szakal "Ciemnogród" (to jego właściwe imię - a nie "44"), bez kagańca i smyczy. I będzie w swym szaleństwie dogryzał dziecięta zony PRL, właśnie te, którym uda się przeżyć odium pierwszej publikacji. A gdzieś obok będzie się przechadzał pogwizdując Andrzej Towiański, były ksiądz, a teraz mesjanista (kto wie - spacer w towarzystwie p. ministra Antoniego Macierewicza, na ten przykład).

A dobrodziej (dobrodziejka) nie chce uwierzyć, ponieść się tej pasjonującej wizji? Słusznie, bo także inne w podobnym stylu; mniej apokaliptyczne czy mniej romantyczne, które snują się przez dni ostatnie (w Warszawie pada deszcz - to takie, dobrodzieju, naturalne zjawisko) - są blagą. Ot, plastikowy kubek, sztuczny "byt" a istnieje, gdy go podpalić, smród roznosi się po całej okolicy. Dobrodzieju - zmysł powonienia kłamie, albo też nie kłamie? Summa - środowisko socjotechników rodem z zony PRL ma nas za tęgich kretynów. Nihil novi, tak już bywało.

Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur) , acan upierasz się, że obok krąży Wernyhora... E tam, mospanie - dostrzegam jedynie słomiane chochoły. To chyba nasz Marszałek otula drzewa w sadzie, a czyni to teraz u progu lata, bo taki ma kaprys. Doktorze Kocurze, chodźmy lepiej na wino.

18 czerwca 2007

Co tymczasem robić?

Pozostaje tylko drwić, a także patrzeć ze stoickim spokojem. Homo politicus w rzeczywistości nie jest taki ważny, za jakiego chce uchodzić. Ot narozrabiał przez ostatnie lata w Polsce - mimo szansy odrodzenia, przede wszystkim odrodzenia gospodarki naszego kraju. Lecz nie przesadzajmy, coś się jednak dzieje. Właśnie, tylko co?

Lista 100-tu najbogatszych, albo p. Kurtyki lista 500-set. Wybieram tę drugą listę (może zawierać pasjonujące informacje). Np. o "poecie pióra czy reportażu", itd., itd. Sądzę, że ta lista przejaśni zakłamaną rzeczywistość polską. Taką w rzeczy samej mam nadzieję.

Naród prawie 40 milionowy, wprawdzie liczebnie nie największy, nie może sobie poradzić z istotnymi problemami. Gdzie więc występują blokady? Przecież nicpoń, szubrawiec i łotr nie mogą pełnić roli narodowych lub społecznych autorytetów (zresztą z własnego samozwańczego nadania). W którym kraju tak jest? Konsolidacja nicponia, szubrawca i łotra wepchnie nas wszystkich w przepaść - tych, którzy głosują i tych, którzy nie głosują w wyborach; tych, którzy jedzą chleb z masłem i tych, którzy zamiast chleba preferują wino marki wino; jak również hylików, którzy chcieliby biegać po mieście z otwartym rozporkiem... Jeśli pozwolimy, by nas dalej prowadziła konsolidacja nicponia, szubrawca i łotra... to sami popełnijmy narodowe i społeczne samobójstwo przed kresem. Czyli dajmy sobie spokój z Polską.
Po prostu nam potrzebne są: grill, samochodzik na resorach, g... w złotku, maryna d... Komu więc zależy na tworzeniu fasad i dekoracji? Kto za tym stoi?

Mierzwa tych lat przeminie - "jeszcze tylko kilka chmur..."

17 czerwca 2007

Sz. P. Cezary Baryka - list nr 1

Drogi Cezary

piszę do ciebie w sprawie szklanych domów i nie tylko. Są momenty, że sytuacja dojrzewa na tyle, by np. wyrazić ją korespondencyjnie. Szkoda, iż cię tu nie ma, na własne oczy ujrzałbyś, jak nam w Polsce uroczo i bogato rozwinęło się twoje marzenie. A przy tym przekonałbyś się, jak wartościowe bywa przyłączanie się do tłumu protestujących wyznawców Marksa i Lenina. Wyobraź sobie, drogi Cezary, że oto z ojczyzny tow. Lenina do naszego kraju "przybył" pomysł fabryki szklanych domów - pomysł i realizacja. Można powiedzieć, jakby w pogoni za tobą.

Lecz przystąpmy do sedna sprawy. Twoje marzenie, drogi Cezary, ziściło się w nadmiarze. A nawet stało się obecnie wartością ekskluzywną i nieosiągalną. Dlaczego? Sam rozważ - za jedno lokum w szklanym domu, by się tam wprowadzić i być u siebie, trzeba zapłacić mniej lub więcej 300-500 tyś. złotych. Ponieważ dobra pensja w Polsce wynosi netto (na rękę - nie ku pozorowaniu statystycznych dochodów) 1,4 tys. złotych miesięcznie - wypada zbierać, na nic innego nie wydając tej kwoty, przez 214-357 miesięcy. Ale to przedsięwzięcie; elitarne, jak widać; w istocie można sobie ułatwić, biorąc kredyt w banku. Jednak lepiej go nie brać.

Zresztą ty, Cezary, na pewno nie poszedłbyś na to - dobrze pamiętam, iż nie znosisz obrazów w stylu "Burłacy." Sprawiedliwie trzeba także przyznać, że ci, do których demonstracji przyłączyłeś się wtedy, a właściwie ich wnukowie nie płacą tyle za lokum w szklanym domu. Np. wnuczka tego faceta, który szedł w pamiętnej demonstracji obok ciebie, a córka tow. Fantomasa - za takie lokum zapłaciła gdzieś około lub przeszło 20 tyś. złotych. Ostatecznie sytuacja powinna służyć w naszym kraju społecznym marzycielom.
Co znamienne, drogi Cezary, iż przeszło 85% społeczeństwa i narodu nadal nie chce ponieść się marzeniom o szklanych domach. Jak nie chcą - niech płacą, zgodzisz się ze mną?

Na razie tyle - o przedwiośniu w Polsce innym razem. Pozdrawiam.

Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), o co chodzi? To moja sprawa skąd mam adres do Cezarego Baryki. Ale ostatecznie możemy się wymienić - dam za adres do Immanuela Kanta. Kancera? Niech się acan zastanowi.

Saltzer i in.

Summa wynosi około lub przeszło 30 miliardów złotych - w grupie 100-tu nazwisk najbogatszych. A historia ich rodzin oraz rodów ginie w mrokach dziejów Rzeczypospolitej. W wielu przypadkach, tak przypuszczam, już pra-pra-pradziadowie tych 100-tu najbogatszych gromadzili walutę w skarpetce - solidnej wełnianej skarpetce. Tak bowiem było, jak przypuszczam, np. w rodzie Saltzera. A jak mogło być inaczej?
Kto uwierzy, że wspomniany Saltzer rozpoczynał jako "cinkciarz" i drobny naciągacz przy polskim kościele w Wiedniu - a zaraz potem zgromadził miliardy? Dobrodziej (dobrodziejka) w to wierzy? Stwierdzić więc wypada, iż u dobrodzieja wiara jak opoka.

Przyznaję, przez głupotę nie podjąłem swego czasu - w barwnych latach funkcjonowania zony PRL - szacownej i praktycznej zarazem kariery "cinkciarza." Teraz na ten przykład byłbym kultowym tuzem. Przy okazji chciałbym serdecznie pogratulować reform, szczególnie traktorzystce Tatianie, no i naszej finansowej elicie. Jakich reform? Tych, które dzieją się w Polsce od 1989 r.

Drogi Doktorze Kocurze (był też dr. Wilczur), a co mnie acan z tymi latami błędów i wypaczeń... No nie gromadziłem funduszy w Szkolnej Kasie Oszczędności. A waść gromadził? Niech no Doktor sobie przypomni, jak pasjami nadużywaliśmy lizaków i pączków ze szkolnego sklepiku. Acan do tego jeszcze, jak by było mało, żłopał kakao.