Oto na naszych oczach Rzeczypospolita odzyskuje dawny splendor - a zarazem bledną i nikną wpływy sowieckiej opricziny. To wielki sukces Prezydenta i polskiej Dyplomacji; w efekcie tej konferencji Unii Europejskiej wracamy do sposobów liczenia głosów przyjętych na Konferencji Nicejskiej; i Polska zyskuje dziewięć lat, by np. dogonić ekonomicznie rozwinięte kraje Europy. Są także inne pozytywne konsekwencje.
Tymczasem tzw. opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna, a także "niezależne" publikatory (tuby społecznej opinii) głoszą porażkę. Lecz w zasadzie to dobrze - bo w ten sposób dokumentnie zatracą wiarygodność. Zatem nie będzie puczu; gniew "ludu" przygasł z powodu deszczu; a pisarczykom wielkich i "etosowych" (w niektórych przypadkach prawdziwie "europejskich") gazet, stacji radiowych i telewizyjnych pomieszało się w komentarzach. Głosząc więc porażkę wobec rzeczywistego sukcesu - jaką rację stanu reprezentują? Są wyrazicielami tego narodu i społeczeństwa? Zależy im na naszym powodzeniu?
Nie jestem zwolennikiem p. Prezydenta i p. Premiera. Ale w tym momencie należy im oddać wielki honor - przy tym podziwiam umiejętności dyplomatycznej gry, skutecznej gry.
Czasy zwątpienia dobiegają kresu. Zbliża się dzień zdarcia maski.
23 czerwca 2007
21 czerwca 2007
Pucz się nie uda
Czy to przypadek, że zbiegły się w czasie: możliwość publikacji listy 500-set p. Kurtyki; buntownicza aktywność lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli i pseudo-górników (przecież normalny człowiek, normalny, ciężko pracujący górnik - nie są chamami i brutalami, i tak się nie zachowują); a także wyjazd na trudne negocjacje p. prezydenta L. Kaczyńskiego?
Jedną z moich specjalności jest sowietologia - napisałem magisterium o charakterze historiozoficznym na temat tzw. "rewolucji październikowej", broniąc tezy, iż to wydarzenie było jedynie puczem garstki "internacjonałów" - właśnie w momencie znacznego osłabienia władzy państwowej Cesarstwa Rosyjskiego, a właściwie permanentnego paraliżu sprawności tej władzy. Opierałem się na relacjach intelektualistów rosyjskich, którzy między innymi byli lepszymi znawcami doktryny Marksa i Engelsa (np. P. Struve, S. Bulgakov), niż tow. Plechanow (naczelny ideolog bolszewii w momencie narodzin państwa sowieckiego) - nie wspominając o poziomie umysłowym tow. Lenina, tow. Trockiego i in. Wspomniani hreczkosieje w trakcie robotniczych strajków przewracali kosze, wspinali się na dachy samochodów i podżegali tłum do krwawej rozprawy - obiecując po udanym "zamurowaniu" systemu (np. wejścia do Urzędu Prezesa Rady Ministrów) realizację wszystkich oczekiwań społecznych oraz także zachcianek. Są dokumenty i relacje - dobrodzieju (dobrodziejko), chciałoby się powiedzieć - pełna stratygrafia manipulacji. Tylko zakrzesać iskrę obok beczki prochu... i uruchomi się iście bolszewicka konwencja wydarzeń. Tymczasem pucz się nie uda.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), a co się waćpan "tarabanisz", dzwoń po granatową policję i do naczelnika. Zbierzemy towarzyszy do zaplombowanych wagonów, jest dobra ku temu okazja - i via Moskwa. Skąd przyszło, niech wraca.
Jedną z moich specjalności jest sowietologia - napisałem magisterium o charakterze historiozoficznym na temat tzw. "rewolucji październikowej", broniąc tezy, iż to wydarzenie było jedynie puczem garstki "internacjonałów" - właśnie w momencie znacznego osłabienia władzy państwowej Cesarstwa Rosyjskiego, a właściwie permanentnego paraliżu sprawności tej władzy. Opierałem się na relacjach intelektualistów rosyjskich, którzy między innymi byli lepszymi znawcami doktryny Marksa i Engelsa (np. P. Struve, S. Bulgakov), niż tow. Plechanow (naczelny ideolog bolszewii w momencie narodzin państwa sowieckiego) - nie wspominając o poziomie umysłowym tow. Lenina, tow. Trockiego i in. Wspomniani hreczkosieje w trakcie robotniczych strajków przewracali kosze, wspinali się na dachy samochodów i podżegali tłum do krwawej rozprawy - obiecując po udanym "zamurowaniu" systemu (np. wejścia do Urzędu Prezesa Rady Ministrów) realizację wszystkich oczekiwań społecznych oraz także zachcianek. Są dokumenty i relacje - dobrodzieju (dobrodziejko), chciałoby się powiedzieć - pełna stratygrafia manipulacji. Tylko zakrzesać iskrę obok beczki prochu... i uruchomi się iście bolszewicka konwencja wydarzeń. Tymczasem pucz się nie uda.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), a co się waćpan "tarabanisz", dzwoń po granatową policję i do naczelnika. Zbierzemy towarzyszy do zaplombowanych wagonów, jest dobra ku temu okazja - i via Moskwa. Skąd przyszło, niech wraca.
19 czerwca 2007
Lista 500-set
Pięciuset areopagitów naszej Rzeczypospolitej w wyniku jednej publikacji - ich nazwisk i informacji o dokonaniach, tych z epoki "zony PRL" - utraci swój cenny dorobek, czyli autorytet. Nawet nie dorobek naukowy lub kulturalny (bo przecież nie dorobek twórczy i wolny - u nich brak takich dokonań), tylko utraci wybitny autorytet, skrzętnie gromadzony przez dziesięciolecia. Są już protesty szacownych consulów, pretorian i ludzi wprost rozpaczliwie zatroskanych o los Rzeczypospolitej.
Wyobrażasz sobie dobrodzieju (dobrodziejko), więc po opublikowaniu listy 500-set, jeśli oczywiście przedsięwzięcie dojdzie do skutku, wszystko runie - rozpadnie się struktura Rzeczypospolitej. Na rumowisku zaś będzie dalej krążył szakal "Ciemnogród" (to jego właściwe imię - a nie "44"), bez kagańca i smyczy. I będzie w swym szaleństwie dogryzał dziecięta zony PRL, właśnie te, którym uda się przeżyć odium pierwszej publikacji. A gdzieś obok będzie się przechadzał pogwizdując Andrzej Towiański, były ksiądz, a teraz mesjanista (kto wie - spacer w towarzystwie p. ministra Antoniego Macierewicza, na ten przykład).
A dobrodziej (dobrodziejka) nie chce uwierzyć, ponieść się tej pasjonującej wizji? Słusznie, bo także inne w podobnym stylu; mniej apokaliptyczne czy mniej romantyczne, które snują się przez dni ostatnie (w Warszawie pada deszcz - to takie, dobrodzieju, naturalne zjawisko) - są blagą. Ot, plastikowy kubek, sztuczny "byt" a istnieje, gdy go podpalić, smród roznosi się po całej okolicy. Dobrodzieju - zmysł powonienia kłamie, albo też nie kłamie? Summa - środowisko socjotechników rodem z zony PRL ma nas za tęgich kretynów. Nihil novi, tak już bywało.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur) , acan upierasz się, że obok krąży Wernyhora... E tam, mospanie - dostrzegam jedynie słomiane chochoły. To chyba nasz Marszałek otula drzewa w sadzie, a czyni to teraz u progu lata, bo taki ma kaprys. Doktorze Kocurze, chodźmy lepiej na wino.
Wyobrażasz sobie dobrodzieju (dobrodziejko), więc po opublikowaniu listy 500-set, jeśli oczywiście przedsięwzięcie dojdzie do skutku, wszystko runie - rozpadnie się struktura Rzeczypospolitej. Na rumowisku zaś będzie dalej krążył szakal "Ciemnogród" (to jego właściwe imię - a nie "44"), bez kagańca i smyczy. I będzie w swym szaleństwie dogryzał dziecięta zony PRL, właśnie te, którym uda się przeżyć odium pierwszej publikacji. A gdzieś obok będzie się przechadzał pogwizdując Andrzej Towiański, były ksiądz, a teraz mesjanista (kto wie - spacer w towarzystwie p. ministra Antoniego Macierewicza, na ten przykład).
A dobrodziej (dobrodziejka) nie chce uwierzyć, ponieść się tej pasjonującej wizji? Słusznie, bo także inne w podobnym stylu; mniej apokaliptyczne czy mniej romantyczne, które snują się przez dni ostatnie (w Warszawie pada deszcz - to takie, dobrodzieju, naturalne zjawisko) - są blagą. Ot, plastikowy kubek, sztuczny "byt" a istnieje, gdy go podpalić, smród roznosi się po całej okolicy. Dobrodzieju - zmysł powonienia kłamie, albo też nie kłamie? Summa - środowisko socjotechników rodem z zony PRL ma nas za tęgich kretynów. Nihil novi, tak już bywało.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur) , acan upierasz się, że obok krąży Wernyhora... E tam, mospanie - dostrzegam jedynie słomiane chochoły. To chyba nasz Marszałek otula drzewa w sadzie, a czyni to teraz u progu lata, bo taki ma kaprys. Doktorze Kocurze, chodźmy lepiej na wino.
18 czerwca 2007
Co tymczasem robić?
Pozostaje tylko drwić, a także patrzeć ze stoickim spokojem. Homo politicus w rzeczywistości nie jest taki ważny, za jakiego chce uchodzić. Ot narozrabiał przez ostatnie lata w Polsce - mimo szansy odrodzenia, przede wszystkim odrodzenia gospodarki naszego kraju. Lecz nie przesadzajmy, coś się jednak dzieje. Właśnie, tylko co?
Lista 100-tu najbogatszych, albo p. Kurtyki lista 500-set. Wybieram tę drugą listę (może zawierać pasjonujące informacje). Np. o "poecie pióra czy reportażu", itd., itd. Sądzę, że ta lista przejaśni zakłamaną rzeczywistość polską. Taką w rzeczy samej mam nadzieję.
Naród prawie 40 milionowy, wprawdzie liczebnie nie największy, nie może sobie poradzić z istotnymi problemami. Gdzie więc występują blokady? Przecież nicpoń, szubrawiec i łotr nie mogą pełnić roli narodowych lub społecznych autorytetów (zresztą z własnego samozwańczego nadania). W którym kraju tak jest? Konsolidacja nicponia, szubrawca i łotra wepchnie nas wszystkich w przepaść - tych, którzy głosują i tych, którzy nie głosują w wyborach; tych, którzy jedzą chleb z masłem i tych, którzy zamiast chleba preferują wino marki wino; jak również hylików, którzy chcieliby biegać po mieście z otwartym rozporkiem... Jeśli pozwolimy, by nas dalej prowadziła konsolidacja nicponia, szubrawca i łotra... to sami popełnijmy narodowe i społeczne samobójstwo przed kresem. Czyli dajmy sobie spokój z Polską.
Po prostu nam potrzebne są: grill, samochodzik na resorach, g... w złotku, maryna d... Komu więc zależy na tworzeniu fasad i dekoracji? Kto za tym stoi?
Mierzwa tych lat przeminie - "jeszcze tylko kilka chmur..."
Lista 100-tu najbogatszych, albo p. Kurtyki lista 500-set. Wybieram tę drugą listę (może zawierać pasjonujące informacje). Np. o "poecie pióra czy reportażu", itd., itd. Sądzę, że ta lista przejaśni zakłamaną rzeczywistość polską. Taką w rzeczy samej mam nadzieję.
Naród prawie 40 milionowy, wprawdzie liczebnie nie największy, nie może sobie poradzić z istotnymi problemami. Gdzie więc występują blokady? Przecież nicpoń, szubrawiec i łotr nie mogą pełnić roli narodowych lub społecznych autorytetów (zresztą z własnego samozwańczego nadania). W którym kraju tak jest? Konsolidacja nicponia, szubrawca i łotra wepchnie nas wszystkich w przepaść - tych, którzy głosują i tych, którzy nie głosują w wyborach; tych, którzy jedzą chleb z masłem i tych, którzy zamiast chleba preferują wino marki wino; jak również hylików, którzy chcieliby biegać po mieście z otwartym rozporkiem... Jeśli pozwolimy, by nas dalej prowadziła konsolidacja nicponia, szubrawca i łotra... to sami popełnijmy narodowe i społeczne samobójstwo przed kresem. Czyli dajmy sobie spokój z Polską.
Po prostu nam potrzebne są: grill, samochodzik na resorach, g... w złotku, maryna d... Komu więc zależy na tworzeniu fasad i dekoracji? Kto za tym stoi?
Mierzwa tych lat przeminie - "jeszcze tylko kilka chmur..."
17 czerwca 2007
Sz. P. Cezary Baryka - list nr 1
Drogi Cezary
piszę do ciebie w sprawie szklanych domów i nie tylko. Są momenty, że sytuacja dojrzewa na tyle, by np. wyrazić ją korespondencyjnie. Szkoda, iż cię tu nie ma, na własne oczy ujrzałbyś, jak nam w Polsce uroczo i bogato rozwinęło się twoje marzenie. A przy tym przekonałbyś się, jak wartościowe bywa przyłączanie się do tłumu protestujących wyznawców Marksa i Lenina. Wyobraź sobie, drogi Cezary, że oto z ojczyzny tow. Lenina do naszego kraju "przybył" pomysł fabryki szklanych domów - pomysł i realizacja. Można powiedzieć, jakby w pogoni za tobą.
Lecz przystąpmy do sedna sprawy. Twoje marzenie, drogi Cezary, ziściło się w nadmiarze. A nawet stało się obecnie wartością ekskluzywną i nieosiągalną. Dlaczego? Sam rozważ - za jedno lokum w szklanym domu, by się tam wprowadzić i być u siebie, trzeba zapłacić mniej lub więcej 300-500 tyś. złotych. Ponieważ dobra pensja w Polsce wynosi netto (na rękę - nie ku pozorowaniu statystycznych dochodów) 1,4 tys. złotych miesięcznie - wypada zbierać, na nic innego nie wydając tej kwoty, przez 214-357 miesięcy. Ale to przedsięwzięcie; elitarne, jak widać; w istocie można sobie ułatwić, biorąc kredyt w banku. Jednak lepiej go nie brać.
Zresztą ty, Cezary, na pewno nie poszedłbyś na to - dobrze pamiętam, iż nie znosisz obrazów w stylu "Burłacy." Sprawiedliwie trzeba także przyznać, że ci, do których demonstracji przyłączyłeś się wtedy, a właściwie ich wnukowie nie płacą tyle za lokum w szklanym domu. Np. wnuczka tego faceta, który szedł w pamiętnej demonstracji obok ciebie, a córka tow. Fantomasa - za takie lokum zapłaciła gdzieś około lub przeszło 20 tyś. złotych. Ostatecznie sytuacja powinna służyć w naszym kraju społecznym marzycielom.
Co znamienne, drogi Cezary, iż przeszło 85% społeczeństwa i narodu nadal nie chce ponieść się marzeniom o szklanych domach. Jak nie chcą - niech płacą, zgodzisz się ze mną?
Na razie tyle - o przedwiośniu w Polsce innym razem. Pozdrawiam.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), o co chodzi? To moja sprawa skąd mam adres do Cezarego Baryki. Ale ostatecznie możemy się wymienić - dam za adres do Immanuela Kanta. Kancera? Niech się acan zastanowi.
piszę do ciebie w sprawie szklanych domów i nie tylko. Są momenty, że sytuacja dojrzewa na tyle, by np. wyrazić ją korespondencyjnie. Szkoda, iż cię tu nie ma, na własne oczy ujrzałbyś, jak nam w Polsce uroczo i bogato rozwinęło się twoje marzenie. A przy tym przekonałbyś się, jak wartościowe bywa przyłączanie się do tłumu protestujących wyznawców Marksa i Lenina. Wyobraź sobie, drogi Cezary, że oto z ojczyzny tow. Lenina do naszego kraju "przybył" pomysł fabryki szklanych domów - pomysł i realizacja. Można powiedzieć, jakby w pogoni za tobą.
Lecz przystąpmy do sedna sprawy. Twoje marzenie, drogi Cezary, ziściło się w nadmiarze. A nawet stało się obecnie wartością ekskluzywną i nieosiągalną. Dlaczego? Sam rozważ - za jedno lokum w szklanym domu, by się tam wprowadzić i być u siebie, trzeba zapłacić mniej lub więcej 300-500 tyś. złotych. Ponieważ dobra pensja w Polsce wynosi netto (na rękę - nie ku pozorowaniu statystycznych dochodów) 1,4 tys. złotych miesięcznie - wypada zbierać, na nic innego nie wydając tej kwoty, przez 214-357 miesięcy. Ale to przedsięwzięcie; elitarne, jak widać; w istocie można sobie ułatwić, biorąc kredyt w banku. Jednak lepiej go nie brać.
Zresztą ty, Cezary, na pewno nie poszedłbyś na to - dobrze pamiętam, iż nie znosisz obrazów w stylu "Burłacy." Sprawiedliwie trzeba także przyznać, że ci, do których demonstracji przyłączyłeś się wtedy, a właściwie ich wnukowie nie płacą tyle za lokum w szklanym domu. Np. wnuczka tego faceta, który szedł w pamiętnej demonstracji obok ciebie, a córka tow. Fantomasa - za takie lokum zapłaciła gdzieś około lub przeszło 20 tyś. złotych. Ostatecznie sytuacja powinna służyć w naszym kraju społecznym marzycielom.
Co znamienne, drogi Cezary, iż przeszło 85% społeczeństwa i narodu nadal nie chce ponieść się marzeniom o szklanych domach. Jak nie chcą - niech płacą, zgodzisz się ze mną?
Na razie tyle - o przedwiośniu w Polsce innym razem. Pozdrawiam.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), o co chodzi? To moja sprawa skąd mam adres do Cezarego Baryki. Ale ostatecznie możemy się wymienić - dam za adres do Immanuela Kanta. Kancera? Niech się acan zastanowi.
Saltzer i in.
Summa wynosi około lub przeszło 30 miliardów złotych - w grupie 100-tu nazwisk najbogatszych. A historia ich rodzin oraz rodów ginie w mrokach dziejów Rzeczypospolitej. W wielu przypadkach, tak przypuszczam, już pra-pra-pradziadowie tych 100-tu najbogatszych gromadzili walutę w skarpetce - solidnej wełnianej skarpetce. Tak bowiem było, jak przypuszczam, np. w rodzie Saltzera. A jak mogło być inaczej?
Kto uwierzy, że wspomniany Saltzer rozpoczynał jako "cinkciarz" i drobny naciągacz przy polskim kościele w Wiedniu - a zaraz potem zgromadził miliardy? Dobrodziej (dobrodziejka) w to wierzy? Stwierdzić więc wypada, iż u dobrodzieja wiara jak opoka.
Przyznaję, przez głupotę nie podjąłem swego czasu - w barwnych latach funkcjonowania zony PRL - szacownej i praktycznej zarazem kariery "cinkciarza." Teraz na ten przykład byłbym kultowym tuzem. Przy okazji chciałbym serdecznie pogratulować reform, szczególnie traktorzystce Tatianie, no i naszej finansowej elicie. Jakich reform? Tych, które dzieją się w Polsce od 1989 r.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr. Wilczur), a co mnie acan z tymi latami błędów i wypaczeń... No nie gromadziłem funduszy w Szkolnej Kasie Oszczędności. A waść gromadził? Niech no Doktor sobie przypomni, jak pasjami nadużywaliśmy lizaków i pączków ze szkolnego sklepiku. Acan do tego jeszcze, jak by było mało, żłopał kakao.
Kto uwierzy, że wspomniany Saltzer rozpoczynał jako "cinkciarz" i drobny naciągacz przy polskim kościele w Wiedniu - a zaraz potem zgromadził miliardy? Dobrodziej (dobrodziejka) w to wierzy? Stwierdzić więc wypada, iż u dobrodzieja wiara jak opoka.
Przyznaję, przez głupotę nie podjąłem swego czasu - w barwnych latach funkcjonowania zony PRL - szacownej i praktycznej zarazem kariery "cinkciarza." Teraz na ten przykład byłbym kultowym tuzem. Przy okazji chciałbym serdecznie pogratulować reform, szczególnie traktorzystce Tatianie, no i naszej finansowej elicie. Jakich reform? Tych, które dzieją się w Polsce od 1989 r.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr. Wilczur), a co mnie acan z tymi latami błędów i wypaczeń... No nie gromadziłem funduszy w Szkolnej Kasie Oszczędności. A waść gromadził? Niech no Doktor sobie przypomni, jak pasjami nadużywaliśmy lizaków i pączków ze szkolnego sklepiku. Acan do tego jeszcze, jak by było mało, żłopał kakao.
Subskrybuj:
Posty (Atom)