Wiele lat temu mieszkałem na ul. Smolnej. To stara ulica ze specyficzną atmosferą - jeszcze wyczuwalną mimo "retuszu'" najlepszego z systemów (niszczenia). W zasadzie genius loci ul. Smolnej zanurzył się w alkoholach. Podobnie i inne ulice Warszawy, Lublina...
Mieszkając na ul. Smolnej, prowadziłem pamiętnik satyryczny pt. "Marchołt smolny." Były to przede wszystkim rysunki satyryczne - tworzone w dość charakterystycznej konwencji. Założyłem więc, że będą w wymowie poniekąd symboliczne, teatralne, a nawet w pewnym sensie mitologiczne. Nie powstało zbyt dużo teczek - wydań "Marchołta smolnego." Lecz stosując taką formę refleksji, satyryczne myślenie, kreskę ostrą i dopracowaną, chyba udało mi się wychwycić "kto tu rządzi."
Kto tu rządzi? Ba - Hamlet dał się przecież "wykolegować", a zresztą to był intelektualista i nadwrażliwiec. Zatem kto tu rządzi? Ukryci za maską trybuna (rzymskiego, Kotku - a nie pisma o tej nazwie).
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur), no gdzie acan się wyrywa - acan tu nie rządzi. Na razie to waćpan musisz się oblizać (i pozostać z niczem) oraz "za-weksolwać" u Prezesa, a potem zobaczymy.
17 czerwca 2007
15 czerwca 2007
Dyskretny urok "urokliwej" transformacji
Tzw. "państwo" rozumie tę transformację jako ciągłe sięganie do kieszeni podatników. Kiedyś na ulicy widziałem "na własne oczy" podatnika. Opisując to stworzenie, stwierdzam, co następuje - tęgi osobnik o nieograniczonych możliwościach motorycznych; przy tym wysoka potulność obywatelska; nieopanowana wręcz chęć płacenia wszelkich podatków, szczególnie tych, których jeszcze nie ma. A skąd bierze? W skarpetach trzyma nadmiar dolarów (ba, nadmiary).
A jakich nasz wiek nowy dochował się ekonomistów? Czy intelektualny kicz wypada realizować - właśnie na terenie ekonomii?
Zmieńmy temat. Parostatek już dawno opuścił Odessę. Mijamy cieśninę Bosfor. Jutro zakotwiczymy... Gdzie? Trudno przewidzieć.
Drogi Doktorze Kocurze (był też Doktor Wilczur - niech będzie Wilczura), nie rozmawiam z acanem, bo waćpan nagminnie czyta Kanta. Czy to wypada, Doktorze, kątem Kanta? Proszę się wyspowiadać i opróżnić swoje skarpetki. Nie wie Pan? Podpowiem - kasa fiskalna, aa!
A jakich nasz wiek nowy dochował się ekonomistów? Czy intelektualny kicz wypada realizować - właśnie na terenie ekonomii?
Zmieńmy temat. Parostatek już dawno opuścił Odessę. Mijamy cieśninę Bosfor. Jutro zakotwiczymy... Gdzie? Trudno przewidzieć.
Drogi Doktorze Kocurze (był też Doktor Wilczur - niech będzie Wilczura), nie rozmawiam z acanem, bo waćpan nagminnie czyta Kanta. Czy to wypada, Doktorze, kątem Kanta? Proszę się wyspowiadać i opróżnić swoje skarpetki. Nie wie Pan? Podpowiem - kasa fiskalna, aa!
12 czerwca 2007
Kafka lub kawka
Taki jeden zabronił Kafkę (i Gombra też). Nic szczególnego, patrząc z perspektywy warszawskiego aborygena, nie dostrzegam w kawkach - chyba, że po odpowiedniej ilości piwa. Lecz nie daję gwarancji. Nocą to nawet w tych przepastnych gmachach, rozległych korytarzach, na tle niepoliczonych drzwi (np. naszych marzeń sennych) nie widać Kafki. Jak więc taki jeden zobaczył kawkę?
Już wolę Iva. W filmie grał faceta, który dostrzegał, z grubsza rzecz biorąc, białe myszki. Ale zaraz po tym się podniósł, a nawet z flinty ustrzelił diament (czy też inne pretiosum). Nie widzę białych myszek; nie strzelam w literaturę - następnego dnia przeraża mnie jedynie pustka w kieszeniach.
A Gombr to ponoć był homo... Jej, jej - no nie wiedziałem. Naczytałem się tylu książek Gombra - kto mnie teraz da odszkodowanie? Człowiek jest głupi (myślę tu o sobie) - zamiast innych obserwować przez dziurkę od klucza, to marnował czas i czytał.
Nie idziesz na Kowno? Ślęczysz na Gombrem, Herlingiem, Kafką? Czekaj, czekaj, Naród cię przyłapie?
Druhu, czuj duch, tobie życzliwy
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczura) - jak mnie złapią, to powiem, że od Doktora pożyczałem te książki. Brzydko? Niech acan zezna, iż miał te kwity od Hrabiego.
Już wolę Iva. W filmie grał faceta, który dostrzegał, z grubsza rzecz biorąc, białe myszki. Ale zaraz po tym się podniósł, a nawet z flinty ustrzelił diament (czy też inne pretiosum). Nie widzę białych myszek; nie strzelam w literaturę - następnego dnia przeraża mnie jedynie pustka w kieszeniach.
A Gombr to ponoć był homo... Jej, jej - no nie wiedziałem. Naczytałem się tylu książek Gombra - kto mnie teraz da odszkodowanie? Człowiek jest głupi (myślę tu o sobie) - zamiast innych obserwować przez dziurkę od klucza, to marnował czas i czytał.
Nie idziesz na Kowno? Ślęczysz na Gombrem, Herlingiem, Kafką? Czekaj, czekaj, Naród cię przyłapie?
Druhu, czuj duch, tobie życzliwy
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczura) - jak mnie złapią, to powiem, że od Doktora pożyczałem te książki. Brzydko? Niech acan zezna, iż miał te kwity od Hrabiego.
Rzeczy nr 4
Tu brakuje rozmachu, sztuki organizacji i rozmysłu. A rosnące PKB - każdy wie (np. nieopacznie słyszę rozmowy w tramwajach czy autobusach), wielu, wielu młodych Polaków musiało wyjechać, a teraz "państwo" (we współczesnym wydaniu polskim, to absurdalny twór - socjo-nowotwór), ściąga z nich podatki, albo też przysyłają fundusze swoim rodzinom.
Kompletna bzdura takie państwo. I ten dziwoląg, proszę dobrodzieja (proszę dobrodziejki), jest w systemacie Unii Europejskiej. Tak - tylko nominalnie. Od lat "okrągłostolaści kolesie" nie potrafią naprawić, prowadzić, zarządzać naszym krajem. A niech by był okrągły stół, to jeszcze nie decyduje o jakości ekonomiki, struktury społecznej, form zarządzania. Wprawdzie utrudnia, bo zbiorowy tow. Szmaciak zapragnął prezesować, i jego dzieci tow. Szmacięta, i jego wnuki tow. Szmaciuki, itp.
Lecz to nie wszystko. Przeszkody, jak się chce, można pokonać. Po co więc rzeczy... nr 4? Naprawdę postarajmy się o Polskę.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur, koleżanka twierdzi, że na Kresach powiedzieliby "Wilczura" - masculinum na "a"), nie jestem patriotą; na pewno nie; bo preferuję pontiaki i camele. Doktorze Kocurze, co waćpan teraz spali? (No, niedosłownie.)
Kompletna bzdura takie państwo. I ten dziwoląg, proszę dobrodzieja (proszę dobrodziejki), jest w systemacie Unii Europejskiej. Tak - tylko nominalnie. Od lat "okrągłostolaści kolesie" nie potrafią naprawić, prowadzić, zarządzać naszym krajem. A niech by był okrągły stół, to jeszcze nie decyduje o jakości ekonomiki, struktury społecznej, form zarządzania. Wprawdzie utrudnia, bo zbiorowy tow. Szmaciak zapragnął prezesować, i jego dzieci tow. Szmacięta, i jego wnuki tow. Szmaciuki, itp.
Lecz to nie wszystko. Przeszkody, jak się chce, można pokonać. Po co więc rzeczy... nr 4? Naprawdę postarajmy się o Polskę.
Drogi Doktorze Kocurze (był też dr Wilczur, koleżanka twierdzi, że na Kresach powiedzieliby "Wilczura" - masculinum na "a"), nie jestem patriotą; na pewno nie; bo preferuję pontiaki i camele. Doktorze Kocurze, co waćpan teraz spali? (No, niedosłownie.)
3 czerwca 2007
Leksis - kto fotografował się z Bolkiem
Ostatecznie słucham tylko stacji radiowych. Lecz w przeciągu długich lat coś umknęło mi. Były to przecież lata szalonych i twórczych reform w naszej zonie - post-PRL. A także były to lata wprost niesamowitej demokratyzacji i panoszącego się zjawiska realnej wolności. I co z tego, że wspomniane procesy nie objęły większości lokatorów zony post-PRL.
A jednak coś umknęło mi. Teraz po odsłuchaniu rozgłośni niejakiej "... klasik" już wiem, co. Nie przyswoiłem sobie bowiem "nowej" leksykalizacji (nie piszę np. "zasobu słownictwa", bo zbyt proste); nie przyswoiłem sobie "nowego" sposobu wymowy i intonacji, nie wspominając o "skrótowej" dykcji (czyli o sztuce dykcji na skróty); nie przyswoiłem sobie również odpowiedniej barwy głosu, jakim np. włada elita kulturowa (może nawet kulturalna) w starej stołeczności Polskiej.
Nie poruszam tu wątku "nowego" słowotwórstwa (nie piszę polskiego, bo nie jestem pewny, gdzie te kryniczne źródła biją) - ba, "nowego" słowotwórstwa ze szczególnym uwzględnieniem polipów w nosie.
Zapóźniłem się, przyznaję - lecz nie ma się co dziwić, mnie aborygenowi warszawskiemu.
Drogi Doktorze Kocurze (był też Doktor Wilczur), niech acan nie zasypia gruszek w popiele; wypada więc przejawić "wzmożoną" aktywność; "bo lepsza jaskółka przy dachu, niż jeden słowo-twór na mózgownicy." Znał waćpan to przysłowie? To teraz zna.
A jednak coś umknęło mi. Teraz po odsłuchaniu rozgłośni niejakiej "... klasik" już wiem, co. Nie przyswoiłem sobie bowiem "nowej" leksykalizacji (nie piszę np. "zasobu słownictwa", bo zbyt proste); nie przyswoiłem sobie "nowego" sposobu wymowy i intonacji, nie wspominając o "skrótowej" dykcji (czyli o sztuce dykcji na skróty); nie przyswoiłem sobie również odpowiedniej barwy głosu, jakim np. włada elita kulturowa (może nawet kulturalna) w starej stołeczności Polskiej.
Nie poruszam tu wątku "nowego" słowotwórstwa (nie piszę polskiego, bo nie jestem pewny, gdzie te kryniczne źródła biją) - ba, "nowego" słowotwórstwa ze szczególnym uwzględnieniem polipów w nosie.
Zapóźniłem się, przyznaję - lecz nie ma się co dziwić, mnie aborygenowi warszawskiemu.
Drogi Doktorze Kocurze (był też Doktor Wilczur), niech acan nie zasypia gruszek w popiele; wypada więc przejawić "wzmożoną" aktywność; "bo lepsza jaskółka przy dachu, niż jeden słowo-twór na mózgownicy." Znał waćpan to przysłowie? To teraz zna.
2 czerwca 2007
Społeczeństwo zamknięte
Gdyby polskie społeczeństwo było monolitem i o tym monolicie udałoby się stwierdzić, że jest strukturą zamkniętą - znalazłyby się sposoby wyjścia, poprawy sytuacji, uzdrowienia rozlicznych elementów konstrukcji. Fragmentem takiej racjonalnej konstrukcji jest konstytucja, a polska konstytucja ani nie wynika z autentycznej umowy społecznej, ani nie racjonalizuje "codzienności" państwa. W zasadzie przeszkadza w dalszym rozwoju, a także stymuluje konflikty społeczne. Nauka - totalnie za darmo; służba zdrowia - totalnie za darmo...
Czemu się tu dziwić, obowiązująca konstytucja w Polsce, to produkt Fantomasa i jego konfratrów - Fantomas swego czasu chciał przed sejmową komisją zatańczyć, ale odechciało mu się. W Miednoje natomiast Fantomas był taki "niemotoryczny," bo odbierał przekaz z Gwiazdozbioru Wega - co i jak dalej czynić (pobór mocy). Co to ma do rzeczy?
Dużo. Ponieważ jeśli jakiekolwiek państwo, czyli ukoronowanie pełnej struktury społecznej i narodowej, będą prowadzić nieodpowiedzialni ludzie (również ludzie, którzy mają inne lub nieznane interesy), to regres takiego państwa będzie permanentny. A może właśnie to sedno ich interesu. Jak daleko od naszego skrawka Rzeczypospolitej odczepiła się Sowietia? Ta nawała na Polskę trwa już przeszło 250 lat. I dopiero w historycznej perspektywie jaśniej widać postać np. Fantomasa i jego czyny. Czy przy tym istotne, iż "współpracuje"? Wystarczy, że wybijaniu się Polski na niepodległość i suwerenność "towarzyszą" ludzie, jak np. Fantomas, Bucu, Picu i in. Mało towarzyszą, od czasu do czasu, biorą ster w swoje łapy.
Przeszkadzanie w powracaniu do normalności - to pierwsza sprawa; drugą jest utrzymywanie polskiego społeczeństwa w położeniu rozbicia, braku perspektyw, w chaosie poznawczym (typ codziennego i praktycznego rozpoznania - Co jest co? Kto jest kto?). Trzecią wreszcie sprawą będzie presja informacyjna, wmawianie ludziom przydatnych schematów zachowań i refleksji (przydatnych dla socjotechników).
Drogi Doktorze Kocurze (był też Doktor Wilczur), niech waćpan otworzy, albo zamknie drzwi - dla jasności naszej insurekcji codziennej. Na coś powinniśmy się zdecydować. Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, czy też społeczeństwo zamknięte i jego wrogowie... Doktorze Kocurze, wybieraj.
Czemu się tu dziwić, obowiązująca konstytucja w Polsce, to produkt Fantomasa i jego konfratrów - Fantomas swego czasu chciał przed sejmową komisją zatańczyć, ale odechciało mu się. W Miednoje natomiast Fantomas był taki "niemotoryczny," bo odbierał przekaz z Gwiazdozbioru Wega - co i jak dalej czynić (pobór mocy). Co to ma do rzeczy?
Dużo. Ponieważ jeśli jakiekolwiek państwo, czyli ukoronowanie pełnej struktury społecznej i narodowej, będą prowadzić nieodpowiedzialni ludzie (również ludzie, którzy mają inne lub nieznane interesy), to regres takiego państwa będzie permanentny. A może właśnie to sedno ich interesu. Jak daleko od naszego skrawka Rzeczypospolitej odczepiła się Sowietia? Ta nawała na Polskę trwa już przeszło 250 lat. I dopiero w historycznej perspektywie jaśniej widać postać np. Fantomasa i jego czyny. Czy przy tym istotne, iż "współpracuje"? Wystarczy, że wybijaniu się Polski na niepodległość i suwerenność "towarzyszą" ludzie, jak np. Fantomas, Bucu, Picu i in. Mało towarzyszą, od czasu do czasu, biorą ster w swoje łapy.
Przeszkadzanie w powracaniu do normalności - to pierwsza sprawa; drugą jest utrzymywanie polskiego społeczeństwa w położeniu rozbicia, braku perspektyw, w chaosie poznawczym (typ codziennego i praktycznego rozpoznania - Co jest co? Kto jest kto?). Trzecią wreszcie sprawą będzie presja informacyjna, wmawianie ludziom przydatnych schematów zachowań i refleksji (przydatnych dla socjotechników).
Drogi Doktorze Kocurze (był też Doktor Wilczur), niech waćpan otworzy, albo zamknie drzwi - dla jasności naszej insurekcji codziennej. Na coś powinniśmy się zdecydować. Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie, czy też społeczeństwo zamknięte i jego wrogowie... Doktorze Kocurze, wybieraj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)