Sytuacja polityczna i społeczna w Polsce u progu września 2012 r. jest taka, że czekają obserwatorów tragi-komiczne odsłony "do szczętu zgranej" sztuki. Upadku na deski proscenium, np. po strzale z korkowca, powstanie z desek, solenna przysięga poprawy wszem i wobec, potem bohaterskie pozy i zapatrzenie "jeszcze dalej niż dal" w papierowy księżyc, zamocowany powyżej na rampie. A może polskie spektrum polityczne nagle, w cudowny sposób, wybierze drogę ku rzeczywistej normalizacji. Na razie bowiem szykują się pochody i demonstracje oraz walka gladiatorów w Sejmie, wręcz śmiertelne zagrożenie dla systemu stymulowanych korporacji post-PRL. Będzie się lała obficie krew - w postaci pomidorowego soku, czyli przed nami sceny mgliste, straszne i czerwone. Kto się chce prawdziwie nastraszyć, niech siada w pierwszych rzędach, bo w rzeczy samej egzystencja jest nudna i jakże ulotna.
Nic pewnego pod słońcem, więc jeden spektakl, potem drugi, trzeci, czwarty. O zbliżającym się przełomie politycznym w Polsce, na jesieni 2012 r.; prawdopodobnym; piszę w konwencji satyrycznej. Dlaczego? Ponieważ do tej pory (t.j. do 3 września 2012 r.) nie ma planu, programu, bodaj sugestii rzeczywistych przemian w naszym kraju, a przede wszystkim brakuje opisu finansowej podstawy egzystencji obywatela (zwykłego człowieka). Rzecz, o którą chodzi, dotyczy głębokich zmian ekonomicznych Polski, czyli niwelacji całej struktury zainicjowanej przy tzw. Okrągłym Stole. Niwelacji systemu sprzecznego z zasadami zdrowego rozsądku; systemu, który nie jest kompatybilny z obiegiem światowej gospodarki w konsekwencji socjotechnicznego założenia (świadomych decyzji lub totalitarnego rozpędu - wszystko jedno); ale nie dlatego, że Polska znajdowała się i znajduje na niższym poziomie rozwoju ekonomicznego. O tym dobitnie świadczą doświadczenia ok. 22 lat tzw. transformacji (od 1 stycznia 1990 r.). Ten system więc chyli się ku upadkowi. Reanimacja przy pomocy kapitału funduszy europejskich nie uzdrowiła sytuacji - rozwinęła na niespotykaną skalę zjawisko korupcji. Natomiast światowy kryzys ekonomiczny, jego forpoczta, nie niszczą Polski. Ponieważ nie ma bezpośrednich dróg przenoszenia. Właśnie absurd u podstawy postsowieckiego systemu ekonomicznego (m. in. brak jasnego i logicznego prawa własności), fatalny punkt wyjścia akcji, metodologia gry socjotechnicznej - te zjawiska spychają Polskę na dno. Sugestie o napływającym kryzysie jako przyczynie "zaostrzenia kursu" są parawanem, by ukryć rzeczywiste przyczyny. Ale kto obecnie na to da się nabrać? Istnieje duże prawdopodobieństwo, że niedługo budżet państwowy "wyłoży się kompletnie na zakręcie." A wtedy znowu decydenci sięgą do "skarpetek" Polaków, by finansować regres i nowe rozdanie (?). I tak w koło - "ku rozbawieniu małp, dzieci i staruszków."
Naprawdę zbliża się kres. Jakiekolwiek korekty "zgranego" systemu zniewolenia nie pomogą już polskim sowietom, politycznym nadludziom, urzędowym autorytetem, "tym, którym się udało," "chłopom z guberni S-kiej" lub innym rozbudowanym koligacjom. Chcę zaznaczyć, iż będą to tylko korekty i tak niewydolnej machiny. Np. budżetu postsowieckiego państwa. Jaka jest zatem struktura tego operatu finansowego, zwanego budżetem? Jaki ma fundament prawny sensu stricto, czy zakres sensu strictori kwalifikowanej umowy społecznej? Czy to raczej milcząca zgoda społeczeństwa, by realizować bliżej niesprecyzowaną umowę?
Kilka dni temu dług publiczny przekroczył bilion zł, nie wspominając o długu zagranicznym, m.w. następny bilion zł. Kurtyna poszła więc w górę. Za chwilę na scenie pojawią się: chochoły, dziady, gęślarze, mumia Lenina, Wernyhora i żyd wieczny tułacz. Opera omnia.
3 września 2012
31 sierpnia 2012
U progu września 2012 r. - a brak elementarnego statusu własności
Szykuje się burzliwy wrzesień 2012 r. Początkiem passy będzie patriotyczna i religijna demonstracja 1 września 2012 r., między gg. 17-19, w Warszawie - od Katedry Św. Jana do Bazyliki Św. Krzyża. Te formy protestu mają wywrzeć nacisk, by doszło w Polsce do politycznych zmian. W efekcie nacisków mógłby powstać tzw. rząd fachowców np. pod przewodnictwem prof. Michała Kleibera lub odpowiednia sytuacja, by rozpisać nowe wybory parlamentarne - czyli afera Amber Gold uruchomiła ostrą rozgrywkę polityczną. W domyśle więc powinno zmienić się dużo, by nie zmieniło się nic.
Przyczyną kolosalnej zapaści ekonomicznej Polski w rzeczywistości jest nieracjonalny system finansowy, który przerzuca koszty braku reform na Polaków. W ramach tego systemu funkcjonują przymusowe świadczenia na rzecz państwa, natomiast państwo nie wywiązuje się z deklarowanych świadczeń wobec podatników lub czyni to opieszale. Nie będę wymieniał szczegółowo szeregu instytucji ulokowanych, powiedzmy, na podstawie prawa państwowego, które dokonują "zawłaszczenia mienia." Sedno procederu nie tkwi w sposobach działania tych instytucji, mimo pozorów - sedno znajduje się w paradygmacie systemu finansowego. A rzecz uruchomiono jako element transformacji 1 stycznia 1990 r. W tamtych czasach trudno było komukolwiek wytłumaczyć, że jeśli płacisz podatki, żądaj od państwa adekwatnych usług, sprawdź siłę własnych pieniędzy. Zresztą była to epoka Jacka Kuronia i gorącej zupy dla bezrobotnych - nie ganię tego bezinteresownego odruchu. W tej scenie zawiera się absurd, ekonomiczny performance. A z roku na rok było coraz gorzej.
Generalnie od samego początku tzw. transformacji w Polsce zwykły obywatel był przedmiotem gry finansowej, a nie podmiotem, tak samo, jak w realiach komunistycznego państwa, które ponoć odeszło w przeszłość, w czerwcu 1989 r. Oczywiście, nic podobnego nie wydarzyło się, zmieniła się jedynie scenografia. Zastosowano techniki kształtowania obiegu podatkowego, przeniesione z Europy Zachodniej (kraje skandynawskie, szczególnie system podatkowy Szwecji), które w centralistycznej gospodarce postkomunistycznej przyjęły formę represji. Niesamowita wręcz aktywność Polaków na początku lat 90-tych XX w. nie zmieniła złych tendencji ekonomicznych w Polsce. Nie mogło być inaczej, ponieważ nie przywrócono prawa własności (logicznego prawodawstwa) - i tak jest do dzisiaj. Zatem wszelkie zmiany polityczne, gdy nie zakładają wprowadzenia racjonalnego systemu ekonomicznego i finansowego nie mają sensu. Nie da się już utrzymać status quo.
Systemat finansowy, który obowiązuje w Polsce, był opracowany w instytutach planistycznych Moskwy w epoce tzw. pierestrojki - by "na wieczność" odcinać kupony od kapitalizmu i innowacyjności kraju, ktory rozpoczął się odbijać od komunistycznego dna.
Przyczyną kolosalnej zapaści ekonomicznej Polski w rzeczywistości jest nieracjonalny system finansowy, który przerzuca koszty braku reform na Polaków. W ramach tego systemu funkcjonują przymusowe świadczenia na rzecz państwa, natomiast państwo nie wywiązuje się z deklarowanych świadczeń wobec podatników lub czyni to opieszale. Nie będę wymieniał szczegółowo szeregu instytucji ulokowanych, powiedzmy, na podstawie prawa państwowego, które dokonują "zawłaszczenia mienia." Sedno procederu nie tkwi w sposobach działania tych instytucji, mimo pozorów - sedno znajduje się w paradygmacie systemu finansowego. A rzecz uruchomiono jako element transformacji 1 stycznia 1990 r. W tamtych czasach trudno było komukolwiek wytłumaczyć, że jeśli płacisz podatki, żądaj od państwa adekwatnych usług, sprawdź siłę własnych pieniędzy. Zresztą była to epoka Jacka Kuronia i gorącej zupy dla bezrobotnych - nie ganię tego bezinteresownego odruchu. W tej scenie zawiera się absurd, ekonomiczny performance. A z roku na rok było coraz gorzej.
Generalnie od samego początku tzw. transformacji w Polsce zwykły obywatel był przedmiotem gry finansowej, a nie podmiotem, tak samo, jak w realiach komunistycznego państwa, które ponoć odeszło w przeszłość, w czerwcu 1989 r. Oczywiście, nic podobnego nie wydarzyło się, zmieniła się jedynie scenografia. Zastosowano techniki kształtowania obiegu podatkowego, przeniesione z Europy Zachodniej (kraje skandynawskie, szczególnie system podatkowy Szwecji), które w centralistycznej gospodarce postkomunistycznej przyjęły formę represji. Niesamowita wręcz aktywność Polaków na początku lat 90-tych XX w. nie zmieniła złych tendencji ekonomicznych w Polsce. Nie mogło być inaczej, ponieważ nie przywrócono prawa własności (logicznego prawodawstwa) - i tak jest do dzisiaj. Zatem wszelkie zmiany polityczne, gdy nie zakładają wprowadzenia racjonalnego systemu ekonomicznego i finansowego nie mają sensu. Nie da się już utrzymać status quo.
Systemat finansowy, który obowiązuje w Polsce, był opracowany w instytutach planistycznych Moskwy w epoce tzw. pierestrojki - by "na wieczność" odcinać kupony od kapitalizmu i innowacyjności kraju, ktory rozpoczął się odbijać od komunistycznego dna.
30 sierpnia 2012
Prof. Leszek Balcerowicz, racjonalny surrealizm marksizmu
Od wielu lat szukam odpowiedzi na pytania - Jaka jest sytuacja Polski? Jakie są prognozy na przyszłość? Jaki jest stan polskiej gospodarki? Itp. Najczęściej przeszukuję internet, a efekty zdumiewają mnie. Nie ma rzetelnych danych, brak głębokich analiz; niepełne informacje z obowiązkowym pouczeniem, co to PKB. Dalej już nie będę wymieniał mankamentów informacji o społeczeństwie, narodzie i polskiej ekonomii.
Jeszcze w 1989 r., gdy gazeta "Rzeczpospolita" na jesieni opublikowała tzw. Plan Balcerowicza, po uważnym przeczytaniu zastanawialiśmy się w kręgu ludzi Podziemia (1981-89), kto wytrzyma taką reformę? Dlaczego p. Balcerowicz i zespół jego ekonomicznych współpracowników, chcą dokonać normalizacji finansowej i ekonomicznej w Polsce, przerzucając jej koszty wyłącznie na społeczeństwo - no, właśnie. A jednocześnie Plan Balcerowicza nie przywraca tradycyjnego, klasycznego lub logicznego statusu własności obywatela polskiego państwa. Powiedzmy, coś za coś. W tym planie było dużo niekonsekwencji, które wydawały się nam przejawem represji wobec społeczeństwa (dodajmy, wymęczonego już "wesołą twórczością" na froncie ekonomicznym w latach stanu wojennego). Tekst publikacji drętwy i logiczny, podany w sosie kategorycznej ustawy (absolutyzacja absurdu) - czyli racjonalny surrealizm marksizmu.
Polityka rozpoczyna się od półek sklepowych. Ten truizm dotyczy każdego kraju i systemu ekonomicznego. Rzeczywiście plan p. Balcerowicza zapełnił półki sklepów, tylko za jaką cenę - ponieważ Polacy nie uzyskali wolności ekonomicznej, choćby w ramach systemu etatystycznego, jaki obowiązywał w przedwojennej Polsce (przed 1939 r.). Za wszystkie cierpienia Polacy powinni uzyskać co najmniej swobodę oraz bezpieczeństwo rozwoju ekonomicznego. Stało się przeciwnie, przez okres ok. 22 lat tzw. transformacji byli obarczani ukrytymi i przymusowymi podatkami. Późniejsza "Biała księga podatków" (1998 r.), gdyby Prezydent ją podpisał, nie zmieniłaby fundamentów systemu finansowego - przyjętego wcześniej paradygmatu rodem z przemyśleń ekonometrii.
Nie mam zamiaru krytykować negatywnie prof. Leszka Balcerowicza, bo jest konsekwentny, rzetelny i logiczny. Prezentuje przekonywującą argumentację ekonomiczną - oczywiście, z terenu ekonometrii monetarystycznej. O jakości profesjonalizmu świadczy jego prezesura Narodowego Banku Polskiego (2001-2007). Sądzę, że prof. Balcerowicz gdyby był ministrem finansów wolnego kraju i rozwiązywał dylemat ekonomiczny, jak reformować system finansowy (jak uczynić go racjonalnym i w miarę zbilansowanym), skutecznie przeprowadziłby projekt. Lecz problem w tym, że tej klasy profesjonalistę wynajęło, komunistyczne środowisko "władców" Polski - które postawiło określone zadania polityczne. Jakie są skutki mieszania polityki (ze szczególnym uwzględnieniem interesów sowieckiej agentury) z reformą ekonomiczną odczuliśmy na własnej skórze. I odczuwamy je dalej.
Stawiam więc hipotezę - tzw. Plan Balcerowicza powstał w kręgach marksistowskich planistów w Moskwie (socjotechników), myślę tu o kręgosłupie Planu, a prof. L. Balcerowicz był wykonawcą dopracowanej koncepcji. Rzecz uwiarygodniono nazwiskami profesjonalistów ze Stanów Zjednoczonych i Polski.
Jeszcze w 1989 r., gdy gazeta "Rzeczpospolita" na jesieni opublikowała tzw. Plan Balcerowicza, po uważnym przeczytaniu zastanawialiśmy się w kręgu ludzi Podziemia (1981-89), kto wytrzyma taką reformę? Dlaczego p. Balcerowicz i zespół jego ekonomicznych współpracowników, chcą dokonać normalizacji finansowej i ekonomicznej w Polsce, przerzucając jej koszty wyłącznie na społeczeństwo - no, właśnie. A jednocześnie Plan Balcerowicza nie przywraca tradycyjnego, klasycznego lub logicznego statusu własności obywatela polskiego państwa. Powiedzmy, coś za coś. W tym planie było dużo niekonsekwencji, które wydawały się nam przejawem represji wobec społeczeństwa (dodajmy, wymęczonego już "wesołą twórczością" na froncie ekonomicznym w latach stanu wojennego). Tekst publikacji drętwy i logiczny, podany w sosie kategorycznej ustawy (absolutyzacja absurdu) - czyli racjonalny surrealizm marksizmu.
Polityka rozpoczyna się od półek sklepowych. Ten truizm dotyczy każdego kraju i systemu ekonomicznego. Rzeczywiście plan p. Balcerowicza zapełnił półki sklepów, tylko za jaką cenę - ponieważ Polacy nie uzyskali wolności ekonomicznej, choćby w ramach systemu etatystycznego, jaki obowiązywał w przedwojennej Polsce (przed 1939 r.). Za wszystkie cierpienia Polacy powinni uzyskać co najmniej swobodę oraz bezpieczeństwo rozwoju ekonomicznego. Stało się przeciwnie, przez okres ok. 22 lat tzw. transformacji byli obarczani ukrytymi i przymusowymi podatkami. Późniejsza "Biała księga podatków" (1998 r.), gdyby Prezydent ją podpisał, nie zmieniłaby fundamentów systemu finansowego - przyjętego wcześniej paradygmatu rodem z przemyśleń ekonometrii.
Nie mam zamiaru krytykować negatywnie prof. Leszka Balcerowicza, bo jest konsekwentny, rzetelny i logiczny. Prezentuje przekonywującą argumentację ekonomiczną - oczywiście, z terenu ekonometrii monetarystycznej. O jakości profesjonalizmu świadczy jego prezesura Narodowego Banku Polskiego (2001-2007). Sądzę, że prof. Balcerowicz gdyby był ministrem finansów wolnego kraju i rozwiązywał dylemat ekonomiczny, jak reformować system finansowy (jak uczynić go racjonalnym i w miarę zbilansowanym), skutecznie przeprowadziłby projekt. Lecz problem w tym, że tej klasy profesjonalistę wynajęło, komunistyczne środowisko "władców" Polski - które postawiło określone zadania polityczne. Jakie są skutki mieszania polityki (ze szczególnym uwzględnieniem interesów sowieckiej agentury) z reformą ekonomiczną odczuliśmy na własnej skórze. I odczuwamy je dalej.
Stawiam więc hipotezę - tzw. Plan Balcerowicza powstał w kręgach marksistowskich planistów w Moskwie (socjotechników), myślę tu o kręgosłupie Planu, a prof. L. Balcerowicz był wykonawcą dopracowanej koncepcji. Rzecz uwiarygodniono nazwiskami profesjonalistów ze Stanów Zjednoczonych i Polski.
29 sierpnia 2012
Poszukiwanie arche Polski - "Król Duch"
Przeglądałem materiał artystyczny, graficzny i malarski, który odnosi się do tematu "Król Duch" - polski "Król Duch." Nie znalazłem niczego szczególnego, ot, konwencjonalne przejawy ikonografii tzw. historycznej szkoły malarskiej (najwybitniejszy przedstawiciel - Jan Matejko) lub nieudolne próby przedstawień bożyszcz słowiańskich a la prerafaelityzm. Nie ma więc jasnego i prostego przekazu archetypu duchowości Słowian, duchowości Polaków - oczywiście, zakładam, że proces długiego trwania, czyli długiej obecności (ostrożny szacunek, 8-6 tys. lat), Słowian i Polaków na terenach od Łaby, Odry, Wisły i poza Bug, jest wielce prawdopodobny, jak to sugerują najnowsze badania, 2009-2012 r., genetyczne nad pochodzeniem ethnosu i tzw. polskiej haplogrupy.
Co to ma do rzeczy, do poszukiwań obrazu "Króla Ducha"? Jeśli zatem Słowianie i Polacy (ethnos najbardziej reprezentatywny dla Słowian, w sensie genetycznym) władają bardzo starym językiem, którego warstwa pojęć, znaczeń, "zawartości sensualnej," składni, odkłada się dość poprawnie i harmonijnie na starym języku Awesty (Ariów irańskich), który również jest formą satemową j. indoeuropejskiego - to za najważniejszymi słowami muszą być archetypy, istotne obrazy i dźwięki - ciągi doświadczeń, które kształtowały się poprzez tysiąclecia. I właśnie w warstwie sensualnej języka trzeba szukać tego "pierwszego wrażenia," "pierwszego błysku świadomości," czyli słowiańskiego, a zarazem polskiego, arche - obrazu "Króla Ducha."
Najstarszą metodą kontynuowania tradycji i kultury, przypisanych do określonego ethnosu, jest przekaz żywego słowa, z ust do ust - ponoć trwalszy od tradycji spisanej. Tak np. zachował się np. Epos o Gilgameszu na południowych stokach Kaukazu, czy Kalevala w fińskiej Karelii. Tymczasem ciąg prastarej tradycji Słowian i Polaków przerwano, wprowadzając chrześcijaństwo - eksterminując elity kapłanów i bardów. Oczywiście, tym sposobem przerwano jedynie główny przekaz tradycji, ponieważ w tzw. kulturze ludowej występuje pełne "odwzorowanie" archetypicznego motywu Słowian. Ale patrząc na tę problematykę jeszcze z innej strony, wypada stwierdzić, że polska ludowa religijność jest niezwykle oryginalnym i specyficznym połączeniem tradycji słowiańskiej i chrześcijańskiej. Dlatego także ideę "Króla Ducha" można przedstawić w formie tradycji i kultury chrześcijańskiej, obecnej w Polsce od przeszło tysiąca lat.
Prawdopodobną religią Słowian, obecnych na terenach Polski (obecność - było to zjawisko płynne i zmienne, cofanie się i powroty, efekty dość zmiennych warunków naturalnych, stabilizowania się strefy klimatycznej), była jakaś forma zaratustrianizmu, kultu świętego ognia. Zresztą najważniejsze słowa j. polskiego, sensualny matrix, odnoszą się do obserwacji ognia. Słowianie również stosowali pochówek całopalny, wręcz obsesyjny odruch, by nie skalać ziemi. Żywioł ognia i wszelkie pochodne zjawiska, powiedzmy, natury ognistej, były dla Słowian, polskiego ethnosu, podstawą ekspresji. Ta mentalność trwa dalej, zepchnięta do sfery podświadomości zbiorowej. Jest zarazem formą ukrytej postaci "Króla Ducha," ognistą materią, osnową, punktem wyjścia do legendarnej i autentycznej opowieści - jako wielki krąg inspiracji poetyckiej, ale przede wszystkim jako sedno samoświadomości narodowej.
Chcę byśmy się dobrze zrozumieli - rzecz nie w tym, by odwoływać się do prastarych słowiańskich bożyszcz, ponieważ procesu chrystianizacji nie da się odwrócić. Rzecz w tym, by odnaleźć właściwy archetyp, który wzmocni świadomość zbiorową Polaków - w tej epoce, gdy stoimy nad krawędzią przepaści. Polacy powinni wiedzieć kim są dla Europy i świata.
Co to ma do rzeczy, do poszukiwań obrazu "Króla Ducha"? Jeśli zatem Słowianie i Polacy (ethnos najbardziej reprezentatywny dla Słowian, w sensie genetycznym) władają bardzo starym językiem, którego warstwa pojęć, znaczeń, "zawartości sensualnej," składni, odkłada się dość poprawnie i harmonijnie na starym języku Awesty (Ariów irańskich), który również jest formą satemową j. indoeuropejskiego - to za najważniejszymi słowami muszą być archetypy, istotne obrazy i dźwięki - ciągi doświadczeń, które kształtowały się poprzez tysiąclecia. I właśnie w warstwie sensualnej języka trzeba szukać tego "pierwszego wrażenia," "pierwszego błysku świadomości," czyli słowiańskiego, a zarazem polskiego, arche - obrazu "Króla Ducha."
Najstarszą metodą kontynuowania tradycji i kultury, przypisanych do określonego ethnosu, jest przekaz żywego słowa, z ust do ust - ponoć trwalszy od tradycji spisanej. Tak np. zachował się np. Epos o Gilgameszu na południowych stokach Kaukazu, czy Kalevala w fińskiej Karelii. Tymczasem ciąg prastarej tradycji Słowian i Polaków przerwano, wprowadzając chrześcijaństwo - eksterminując elity kapłanów i bardów. Oczywiście, tym sposobem przerwano jedynie główny przekaz tradycji, ponieważ w tzw. kulturze ludowej występuje pełne "odwzorowanie" archetypicznego motywu Słowian. Ale patrząc na tę problematykę jeszcze z innej strony, wypada stwierdzić, że polska ludowa religijność jest niezwykle oryginalnym i specyficznym połączeniem tradycji słowiańskiej i chrześcijańskiej. Dlatego także ideę "Króla Ducha" można przedstawić w formie tradycji i kultury chrześcijańskiej, obecnej w Polsce od przeszło tysiąca lat.
Prawdopodobną religią Słowian, obecnych na terenach Polski (obecność - było to zjawisko płynne i zmienne, cofanie się i powroty, efekty dość zmiennych warunków naturalnych, stabilizowania się strefy klimatycznej), była jakaś forma zaratustrianizmu, kultu świętego ognia. Zresztą najważniejsze słowa j. polskiego, sensualny matrix, odnoszą się do obserwacji ognia. Słowianie również stosowali pochówek całopalny, wręcz obsesyjny odruch, by nie skalać ziemi. Żywioł ognia i wszelkie pochodne zjawiska, powiedzmy, natury ognistej, były dla Słowian, polskiego ethnosu, podstawą ekspresji. Ta mentalność trwa dalej, zepchnięta do sfery podświadomości zbiorowej. Jest zarazem formą ukrytej postaci "Króla Ducha," ognistą materią, osnową, punktem wyjścia do legendarnej i autentycznej opowieści - jako wielki krąg inspiracji poetyckiej, ale przede wszystkim jako sedno samoświadomości narodowej.
Chcę byśmy się dobrze zrozumieli - rzecz nie w tym, by odwoływać się do prastarych słowiańskich bożyszcz, ponieważ procesu chrystianizacji nie da się odwrócić. Rzecz w tym, by odnaleźć właściwy archetyp, który wzmocni świadomość zbiorową Polaków - w tej epoce, gdy stoimy nad krawędzią przepaści. Polacy powinni wiedzieć kim są dla Europy i świata.
27 sierpnia 2012
Sprawa polska a gabinet luster
Albo idziemy w przepaść, albo natychmiast budzimy się z koszmarnego snu. Tym snem są - cała przestrzeń życia "na niby" i przysłowiowa wręcz niechęć do brania na serio egzystencji, własnej lub innych ludzi. Oto postawa przygodnej osoby, która jednocześnie jest i nie istnieje. Pojawia się, gdy dają i znika, gdy chcą brać. Przepcha się po ordery, naprawi kilofem kran, a kiedy wejdą, ucieknie jako niezrealizowany powstaniec gdzieś, na latającym tapczanie gdziekolwiek. Niepoliczona wręcz rzesza chochołów, pośród których egzystują Polacy. Ludzi, którym dano prawo wyborcze, by na innych przenosić konsekwencje własnej głupoty. Jakby nowy gatunek istot, które Sowiety od 1944 r. spuściły na Polskę, jak psa z łańcucha. Lecz pomimo "medialnych" sukcesów kartę kredytową trzeba będzie rozliczyć, spłacić kolosalne długi. Nawet te wobec przeszłych pokoleń Narodu Polskiego, zobowiązania natury etycznej. Nic nie ginie w przyrodzie.
Czy domyślacie się, dokąd prowadzi głęboka refleksja nad sobą samym i przynależnością do określonego narodu? Tak, tych dwóch spraw nie da się rozdzielić - refleksji nad sobą samym i przynależnością do określonej nacji. Nie ma przypadku w tym względzie - gdy jesteś Polakiem; gdy rozwijasz się jako człowiek w ramach Narodu Polskiego; nie są to sprawy przygodne, czy dowolne. Nie chcesz wierzyć? Zastosuj więc proste funkcje logiki, bo inaczej pozostaniesz igraszką w rękach ludzi innych nacji, nawet we własnym domu - jak dzieje się obecnie w Polsce.
Najpierw wypada osiągnąć ten podstawowy próg refleksji, jakby początek drogi ku wolności osobistej, wolności indywidualnej - a także wolności Narodu Polskiego. Indywidualna wolność nie przeciwstawia się wolności zbiorowej. Te sprawy łączą się w procesie psychologicznej integracji (na razie przyszło nam trwać w "rozsypce," w społeczeństwie zatomizowanym, w kręgu dezintegracji świadomości zbiorowej). Integracja ludzi dokonuje się poprzez docieranie do uniwersalnej idei. Znacznie lepiej wyrazić tę procedurę, że właśnie uniwersalna idea integruje ludzi, łączy ich postawy, harmonizuje z ich wewnętrznym przekonaniem. Taka idea "szuka" wyrazicieli i reprezentantów. Nie sądzicie chyba, iż Żołnierze Wyklęci walczyli i ginęli, bo tak umówili się między sobą, ot, dla kaprysu? Musiała więc ich łączyć jakaś uniwersalna idea płynąca z góry - powiedzmy, coś znacznie większego ponad tzw. przygodne życie w stylu "a jakoś to będzie;" ponad grillowanie u Ryśka, który ma układy; czy ponad kupowanie kina domowego na kredyt, itp.
Zniekształcenie jasnego obrazu dnia, ukrycie sedna codzienności i logiki rozgrywających się spraw w Polsce i na świecie, tworzą przeszkody na drodze poznania tej uniwersalnej idei, wyrazu polskiej racji. Idea porządkuje i wyjaśnia aktualne wydarzenia, odnosi się do praktyki, a zarazem informuje o głębszym sensie. Nie pomylcie idei Rzeczpospolitej z mesjanizmem, który z zasady reprezentuje negatywną myśl - wizję losu cierpiętniczej Polski. Nie ma w nim miejsca na pozytywny program działania, tylko na historiozoficzne fatum. Oczywiście, można w taki sposób opisywać dzieje jakiegokolwiek narodu, tylko dokąd poprowadzi demon nieszczęścia? Polacy, Rzeczpospolita, nie są genetycznie lub mesjanistycznie skazani na zagładę - dlatego powinni twardo trzymać się polskiej racji, Majestatu Króla Ducha, którego poetycko opisał Juliusz Słowacki. Ten poemat ("Król Duch" Juliusza Słowackiego) wyraża symbolicznie rozmiar potęgi i metafizyczną podstawę Narodu Polskiego.
Wymieniłem tu raptem kilka przyczyny, które blokują wewnętrzne procesy świadomości zbiorowej, świadomości wolnego narodu. Poczucie braku przyszłości, możliwości indywidualnego rozwoju, w ogóle sensu egzystencji, są efektami nihilizmu, bo przecież wydarzenia w Polsce wynikają z jakiegoś "racjonalnego" programu i konsekwentnej presji. A jeśli nie, pojawia się pytanie - czy należy powierzać los konkretnej nacji przedstawicielom politycznego surrealizmu? Scenografię regresu, który widzimy na zewnątrz, uzupełniają pozy teatralne i atrapy dawnych symboli Rzeczpospolitej, symboli, które w obecnej konstelacji społecznej i politycznej nie mają znaczenia. Po prostu nie pasują do socjotechnicznej narracji.
Czy domyślacie się, dokąd prowadzi głęboka refleksja nad sobą samym i przynależnością do określonego narodu? Tak, tych dwóch spraw nie da się rozdzielić - refleksji nad sobą samym i przynależnością do określonej nacji. Nie ma przypadku w tym względzie - gdy jesteś Polakiem; gdy rozwijasz się jako człowiek w ramach Narodu Polskiego; nie są to sprawy przygodne, czy dowolne. Nie chcesz wierzyć? Zastosuj więc proste funkcje logiki, bo inaczej pozostaniesz igraszką w rękach ludzi innych nacji, nawet we własnym domu - jak dzieje się obecnie w Polsce.
Najpierw wypada osiągnąć ten podstawowy próg refleksji, jakby początek drogi ku wolności osobistej, wolności indywidualnej - a także wolności Narodu Polskiego. Indywidualna wolność nie przeciwstawia się wolności zbiorowej. Te sprawy łączą się w procesie psychologicznej integracji (na razie przyszło nam trwać w "rozsypce," w społeczeństwie zatomizowanym, w kręgu dezintegracji świadomości zbiorowej). Integracja ludzi dokonuje się poprzez docieranie do uniwersalnej idei. Znacznie lepiej wyrazić tę procedurę, że właśnie uniwersalna idea integruje ludzi, łączy ich postawy, harmonizuje z ich wewnętrznym przekonaniem. Taka idea "szuka" wyrazicieli i reprezentantów. Nie sądzicie chyba, iż Żołnierze Wyklęci walczyli i ginęli, bo tak umówili się między sobą, ot, dla kaprysu? Musiała więc ich łączyć jakaś uniwersalna idea płynąca z góry - powiedzmy, coś znacznie większego ponad tzw. przygodne życie w stylu "a jakoś to będzie;" ponad grillowanie u Ryśka, który ma układy; czy ponad kupowanie kina domowego na kredyt, itp.
Zniekształcenie jasnego obrazu dnia, ukrycie sedna codzienności i logiki rozgrywających się spraw w Polsce i na świecie, tworzą przeszkody na drodze poznania tej uniwersalnej idei, wyrazu polskiej racji. Idea porządkuje i wyjaśnia aktualne wydarzenia, odnosi się do praktyki, a zarazem informuje o głębszym sensie. Nie pomylcie idei Rzeczpospolitej z mesjanizmem, który z zasady reprezentuje negatywną myśl - wizję losu cierpiętniczej Polski. Nie ma w nim miejsca na pozytywny program działania, tylko na historiozoficzne fatum. Oczywiście, można w taki sposób opisywać dzieje jakiegokolwiek narodu, tylko dokąd poprowadzi demon nieszczęścia? Polacy, Rzeczpospolita, nie są genetycznie lub mesjanistycznie skazani na zagładę - dlatego powinni twardo trzymać się polskiej racji, Majestatu Króla Ducha, którego poetycko opisał Juliusz Słowacki. Ten poemat ("Król Duch" Juliusza Słowackiego) wyraża symbolicznie rozmiar potęgi i metafizyczną podstawę Narodu Polskiego.
Wymieniłem tu raptem kilka przyczyny, które blokują wewnętrzne procesy świadomości zbiorowej, świadomości wolnego narodu. Poczucie braku przyszłości, możliwości indywidualnego rozwoju, w ogóle sensu egzystencji, są efektami nihilizmu, bo przecież wydarzenia w Polsce wynikają z jakiegoś "racjonalnego" programu i konsekwentnej presji. A jeśli nie, pojawia się pytanie - czy należy powierzać los konkretnej nacji przedstawicielom politycznego surrealizmu? Scenografię regresu, który widzimy na zewnątrz, uzupełniają pozy teatralne i atrapy dawnych symboli Rzeczpospolitej, symboli, które w obecnej konstelacji społecznej i politycznej nie mają znaczenia. Po prostu nie pasują do socjotechnicznej narracji.
25 sierpnia 2012
Polska, A.D. 2012 - kość niezgody
Naród Polski, reasumując pięć poprzednich artykułów, ma dwie podstawy egzystencji - racjonalną, genetyczny ethnos i nieracjonalną, symbol "Króla Ducha," przedstawiony w poemacie Juliusza Słowackiego.
Genetyczny ethnos Słowian, a jednocześnie Polaków, informuje o procesie "długiego trwania" na terenach od Łaby, Odry, Wisły i poza Bug w ciągu 8-6 tys. lat przy założeniu migracji z Bałkanów (ok. 12 tys lat) - a także stałej obecności nad Dunajem i na terenie Karpat, 8 tys. lat. Była to obecność dynamiczna, jeśli można tak powiedzieć, migracje i powrót, jeszcze raz migracje i powrót, itd. Przyczyną progresu i regresu osadnictwa Słowian, czyli polskiego etnosu, były trudne warunki naturalne epoki polodowcowej - jeszcze nie ustabilizowanej strefy klimatycznej (na terenach Pomorza Zachodniego to zjawisko trwało do okresu późnego średniowiecza). Chcę zaznaczyć, że na razie pozostawiam poza głównym wątkiem refleksji sprawę migracji na tereny Karpat i obszar, powiedzmy, współczesnej Polski słowiańskiego ethnosu ze wschodu - to sprawa dość skomplikowana.
Czy ścisłe badania nad polskim ethnosem w dociekaniach o genezie Słowian mają jakiś związek ze świadomością zbiorową Polaków, tu i teraz? Tak, ponieważ jasno i prosto stwierdzają o archaiczności i ciągłości kulturowej Narodu Polskiego. Jedna tylko przestroga - nie traktujcie pojęcia "naród" w myśl koncepcji rasistowskich lub koncepcji politycznych np. Otto von Bismarcka - jesteśmy bowiem na terenie współczesnych badań genetycznych. Na tle innych narodów ethnos Polaków w pewnym sensie wzbudził zdumienie wśród genetyków (specjalistów od etnogenezy i pochodzenia człowieka), ponieważ reprezentuje zwartą i czytelną strukturę - która nie mutuje się od m.w. 10-8 tys. lat, albo wchodzący w relacje intymne jego przedstawiciele, zachowali specyficzny element haplogrupy słowiańskiej, tzw. polskiej.
Wydawałoby się, że opisujemy tu wyłącznie polski ethnos jako strukturę biologiczną (segment genetycznych elementów składowych), a tymczasem, jeszcze nie zwróciliście na to uwagi, iż niniejsze rozważania ściśle łączą się z badaniami nad początkami, rozwojem i specyfiką określonego języka. Wspomniany powyżej proces "długiego trwania" (8-6 tys. lat), który dotyczy terenów od Łaby, Odry, Wisły i poza Bug informuje również o "długim trwaniu" j. polskiego. Dopiero teraz powinniście zrozumieć najważniejsze znaczenie najnowszych osiągnięć genetyki (2009-2012). Oczywiście, j. polski, jak każdy zresztą język, podlegał wpływom i zmianom - ale w ostatecznym rozrachunku zachował prastary stop językowy, matrix indoeuropejskiego archetypu - właśnie w tej reprezentywnej i czystej formie.
Nieszczęściem dla zapisu j. polskiego, systemu ortografii, była praca XVI-XVII wiecznych drukarzy niemieckich, którzy w ogóle nie rozumieli archaicznej fonetyki słowiańskiej, a stosowali schemat zapisu j. niemieckiego (znacznie młodszego tworu w porównaniu z j. polskim). Zatem uprościli i zniekształcili graficzny przekaz, nie oddali bogactwa dźwięcznych głosek. Przyjmuje się, że archaiczna mowa była "śpiewna" dzięki różnorodności akcentowania (greka klasyczna miała tylko 3 akcenty) i technikom modulacji. Kresowy j. polski jest jakby pozostałością po płynnej, śpiewnej, a zarazem wyszukanej, mowie dawnej Polski, żywego języka, który nadawał się do modlitwy, pieśni i poezji, czyli świadomego wyrazu obecności w świecie. Taki potencjał świadomej obecności, fenomenologiczny pretekst do opisu otaczającego świata (chciałoby się stwierdzić), tworzy poczucie indywidualnej wolności, otwartej jednak ku uczestnictwu we wspólnocie. Oczywiście, na równych prawach - a takiej mentalności nie zniósł (w dziejach Polski i innych krajów), i nie zniesie jakikolwiek agresor, zewnętrzny lub wewnętrzny.
Tu przejawia się istota sporu. Prawdopodobnie dlatego Polacy i Polska są permanentnie "kością niezgody," "szkłem w oku," "ością w gardle" różnej maści uzurpatorów Europy. Prawdopodobnie - jest to problemat archaicznego matrix. Powinniście więc poznać samego siebie, czyli wiedzieć więcej o własnej genezie, która świadczy o heroizmie, a jednocześnie determinuje zagrożenia.
Materiały uzupełniające:
Geneza języków indoeuropejskich
Etnogeneza Słowian
Polacy, Słowianie, Europejczycy i inne ludy
Cz. Białczyński - Prasłowianie a praindoeuropejczycy
Genetyczny ethnos Słowian, a jednocześnie Polaków, informuje o procesie "długiego trwania" na terenach od Łaby, Odry, Wisły i poza Bug w ciągu 8-6 tys. lat przy założeniu migracji z Bałkanów (ok. 12 tys lat) - a także stałej obecności nad Dunajem i na terenie Karpat, 8 tys. lat. Była to obecność dynamiczna, jeśli można tak powiedzieć, migracje i powrót, jeszcze raz migracje i powrót, itd. Przyczyną progresu i regresu osadnictwa Słowian, czyli polskiego etnosu, były trudne warunki naturalne epoki polodowcowej - jeszcze nie ustabilizowanej strefy klimatycznej (na terenach Pomorza Zachodniego to zjawisko trwało do okresu późnego średniowiecza). Chcę zaznaczyć, że na razie pozostawiam poza głównym wątkiem refleksji sprawę migracji na tereny Karpat i obszar, powiedzmy, współczesnej Polski słowiańskiego ethnosu ze wschodu - to sprawa dość skomplikowana.
Czy ścisłe badania nad polskim ethnosem w dociekaniach o genezie Słowian mają jakiś związek ze świadomością zbiorową Polaków, tu i teraz? Tak, ponieważ jasno i prosto stwierdzają o archaiczności i ciągłości kulturowej Narodu Polskiego. Jedna tylko przestroga - nie traktujcie pojęcia "naród" w myśl koncepcji rasistowskich lub koncepcji politycznych np. Otto von Bismarcka - jesteśmy bowiem na terenie współczesnych badań genetycznych. Na tle innych narodów ethnos Polaków w pewnym sensie wzbudził zdumienie wśród genetyków (specjalistów od etnogenezy i pochodzenia człowieka), ponieważ reprezentuje zwartą i czytelną strukturę - która nie mutuje się od m.w. 10-8 tys. lat, albo wchodzący w relacje intymne jego przedstawiciele, zachowali specyficzny element haplogrupy słowiańskiej, tzw. polskiej.
Wydawałoby się, że opisujemy tu wyłącznie polski ethnos jako strukturę biologiczną (segment genetycznych elementów składowych), a tymczasem, jeszcze nie zwróciliście na to uwagi, iż niniejsze rozważania ściśle łączą się z badaniami nad początkami, rozwojem i specyfiką określonego języka. Wspomniany powyżej proces "długiego trwania" (8-6 tys. lat), który dotyczy terenów od Łaby, Odry, Wisły i poza Bug informuje również o "długim trwaniu" j. polskiego. Dopiero teraz powinniście zrozumieć najważniejsze znaczenie najnowszych osiągnięć genetyki (2009-2012). Oczywiście, j. polski, jak każdy zresztą język, podlegał wpływom i zmianom - ale w ostatecznym rozrachunku zachował prastary stop językowy, matrix indoeuropejskiego archetypu - właśnie w tej reprezentywnej i czystej formie.
Nieszczęściem dla zapisu j. polskiego, systemu ortografii, była praca XVI-XVII wiecznych drukarzy niemieckich, którzy w ogóle nie rozumieli archaicznej fonetyki słowiańskiej, a stosowali schemat zapisu j. niemieckiego (znacznie młodszego tworu w porównaniu z j. polskim). Zatem uprościli i zniekształcili graficzny przekaz, nie oddali bogactwa dźwięcznych głosek. Przyjmuje się, że archaiczna mowa była "śpiewna" dzięki różnorodności akcentowania (greka klasyczna miała tylko 3 akcenty) i technikom modulacji. Kresowy j. polski jest jakby pozostałością po płynnej, śpiewnej, a zarazem wyszukanej, mowie dawnej Polski, żywego języka, który nadawał się do modlitwy, pieśni i poezji, czyli świadomego wyrazu obecności w świecie. Taki potencjał świadomej obecności, fenomenologiczny pretekst do opisu otaczającego świata (chciałoby się stwierdzić), tworzy poczucie indywidualnej wolności, otwartej jednak ku uczestnictwu we wspólnocie. Oczywiście, na równych prawach - a takiej mentalności nie zniósł (w dziejach Polski i innych krajów), i nie zniesie jakikolwiek agresor, zewnętrzny lub wewnętrzny.
Tu przejawia się istota sporu. Prawdopodobnie dlatego Polacy i Polska są permanentnie "kością niezgody," "szkłem w oku," "ością w gardle" różnej maści uzurpatorów Europy. Prawdopodobnie - jest to problemat archaicznego matrix. Powinniście więc poznać samego siebie, czyli wiedzieć więcej o własnej genezie, która świadczy o heroizmie, a jednocześnie determinuje zagrożenia.
Materiały uzupełniające:
Geneza języków indoeuropejskich
Etnogeneza Słowian
Polacy, Słowianie, Europejczycy i inne ludy
Cz. Białczyński - Prasłowianie a praindoeuropejczycy
Subskrybuj:
Posty (Atom)

