MYŚL O POLSCE – AMARANTBLUE – SUB SPECIE FUTURUM

DIALOGUE-------E-PRUS-------ESSAY-------PHILOSOPHE-------POEMS1-------POEMS2

YOU TRANSLATE

6 października 2008

Gra sieciowa Virtual Numbers cz. 2

Jak widać, słychać i czuć gra się dopiero rozkręca. To dobrze, bo każda epoka ma jakieś urozmaicenie. Ot tak, by mieć świadomość, że żyjemy w ciekawych czasach - coś w rodzaju budowania zbiorowego sensu istnienia. Ba, może to być charakterystyczna psychoza. Lecz zawsze lepsza będzie stymulowana psychoza, niż ewidentny bark świadomości. Nie?

Rzeczywiście jest coraz ciekawiej - efekty gry "Virtual numbers" docierają na przedproże Polski. Teraz będzie rozpadać się struktura finansowa Niemiec, a właściwie będą się urealniać dane niemieckiej ekonomii. Prawdopodobnie okaże się, że wiele z tych danych ma wyłącznie znaczenie wirtualne i nie pomogą "nowe subskrypcje" Euro, by wmówić szerokiej publiczności, że to są realne efekty gry rynkowej. W zasadzie gry rynkowej w szlachetnej Republice Niemiec nie ma, również nie występuje w Europie Zachodniej - chodzi tu o wolną grę rynkową. Tak, ale ostatecznie pieniądz nie może być tylko "dokumentem" pobożnych życzeń Unii Europejskiej, szeroko pojętego performance społecznego. Musi mieć fundament, zaczepienie "rynkowe."

I lew, albo puma, bezszelestnym truchtem zbliżają się do ofiary. O kogo chodzi i o co tu chodzi? Hamlet wiedział, ale był się zatracił. A Pani, Pan, domyślają się w czym rzecz? No właśnie. Gdy w realnym życiu wypada czasem grać w "Virtual numbers," to jeszcze nie oznacza, że jeśli wygraliśmy, to naprawdę wygraliśmy. Nieliczni z nas, grających w "Virtual numbers," mają uczynnych kolegów np. w Mennicy Państwowej, którzy mogą dodrukować i uzupełnić nasze zasoby - "urealnić" naszą wygraną. Jak sądzę niejaki "Prezio" ma... Gdyby więc, jak przypuszczam, nasz Tuz zadzwonił do wpomnianej mennicy, natychmiast ruszyłby dodruk.

Tymczasem przyznaję, że przesadziłem, ponieważ epoka pozytywistyczna w finansach dobiegła kresu. Już dodruki pieniędzy nie będą skuteczne, nawet psychologicznie. Sieciowa gra "Virtual numbers" wyemancypowała się ponad miarę. Zatem metody gry powzięte z systemu gier: np. pchełek i salonowca, nie będą skuteczne w "Virtual numbers." Do tej pory niby wszystko grało, ale wreszcie przestało grać. Za chwilę system finansowy w Polsce przejdzie test - tak, jak hartowanie stali, ogień, woda, jeszcze raz, ogień, woda...

4 października 2008

Gra sieciowa Virtual Numbers cz. 1

Liczyłem na to, że Izba Reprezentantów zagłosuje 3 października 2008 r. przeciw przekrętowi Poulsona. Przeliczyłem się - lecz przeszło 170 Reprezentantów było przeciwnych. Dobrze więc, iż nie było jednomyślności.

Co teraz się wydarzy? Wojna domowa w Stanach? Pogłębienie wiru finansowego w Europie? Rykoszet w polskie interesy? Trudno powiedzieć.

Ale jest pozytyw. Gra sieciowa "Virtual numbers" wyszła z ukrycia i nie zapędzi jej ku nowej konspiracji "dofinansowanie" 700B $. Możemy również skorzystać na grze sieciowej "Virtual numbers." Nie od razu wprawdzie - narazie wstrzymajmy się z inwestycjami. Po krótkim antrakcie, gdy powrócimy na widownię, rozegra się polska drama pt. "Latający szczur na nieboskłonie." Najstarsi ludzie nie oglądali takiej sceny, a właściwie ciągu pasjonujących scen. Armageddon polityczny, społeczny i gospodarczy. Tak, właśnie tu, tuż za rogiem, u zbiegu ulic: Krokodyli i Manekinów (patrzcie uważnie - zaraz z podcieni wyłoni się kaprawy facecik...).

"Virtual numbers" powstała dla niekonwencjonalnych graczy, a dramaturgia wirtualnej intrygi wciągnie tradycyjnych aktorów, uwiedzie umysłowość nastawioną wyłącznie na zyski. Umysłowość, która "zawsze" wygrywa.

No, a teraz przegra z kretesem. Już przegrała. W ułamku sekundy. Pojawia się jednak problem, ściśle związany z katharsis - jak klasyfikować buchalterię gry sieciowej "Virtual numbers" tu w Polsce? Neoliberalizm nie upadł (tam w Stanach) - a tylko stracił przytomność. Odpłynęły pieniądze, lecz mamy dobro wyższego rzędu - Rzeczpospolitą. Taką wyrażam nadzieję.

10 września 2008

Pamiętny 10 września, CERN

Bozon Higgsa - opisywany jako "boska cząstka." Dzisiaj ruszył wielki instrument CERN, rozpoczęło się epokowe doświadczenie, które ma potwierdzić realność (w systemie fizyki elementarnej) i skuteczność tzw. cząstki Higgsa. Rzecz się dopiero rozkręca, lecz już wystartowała. Zderzenie uruchomionych cząstek ma być "podróżą w czasie" do warunków zaraz po Wielkim Wybuchu, czyli hipotetycznym początku wszechświata - milionowe części sekundy to właśnie "zaraz po."

Ponoć efekty uruchomionego doświadczenia i poznania będą miały duże konsekwencje filozoficzne i kosmologiczne (w domyśle metafizyczne), oprócz tych czysto fizyczno-elementarnych. Ponieważ bozon Higgsa, umykający "wielki nieobecny", kreuje status materialny innych cząsteczek elementarnych - status wymierny.

Ostatecznie lepszą sprawą jest "gra szklanych paciorków"(vide książka Hermana Hesse o takim tytule) niż wywoływanie wojen. W doświadczeniu CERN, które uruchomiono dzisiaj; podziwiam mechanizm, a zarazem instrument badań naukowych oraz konsekwencję realizacji projektu; w postawionych problemach, dostrzegam nieporozumienie. Czy właśnie badanie materii wyjaśni początek i kreatyność wszechświata? I do tego badanie tzw. "czarnej materii" czy "nieoświetlonej", jeszcze nieuchwytnej (?). Może się mylę, bo tajemnica z reguły tkwi w mroku. Lecz nie podejrzewam naukowców CERN o kabalistyczną wiedzę - zatem nie zobaczą światełka na dnie "czarnej materii."

Szkoda, że naukowcy w Genewie zajmują się wyłącznie zewnętrznym mrokiem (chociaż w zasadzie na poziomie elementarnym).

O co, tak naprawdę, chodzi w tych badaniach? Moim zdaniem nie o filozofię czy kosmologię - to argumentacja vox populi. Czy chodzi więc o rozwiązywanie w dłuższej perspektywie problemów energetycznych? Ba, w rzeczy samej prawdopodobna wypadkowa eksperymentu, jeśli się uda, czyli potwierdzi teoretyczny byt cząstki Higgsa.

PS. A jaki jest militarny aspekt "kwadratury koła" CERN, jeśli jest?

9 września 2008

Zbliża się niechybnie jesień

Drogi Doktorze Kocurze

umyślnego wysłałem z biletem do Waćpana wczoraj, lecz usługujący Acanowi fagas doniósł, żeś wyjechał i nie wie, kiedy wrócisz. Tak więc piszę do jesiennej skrzynki A.D. 2008, mając nadzieję, iż wieść ode mnie Acana przydybie. Antypody? Gdzie Waćpan, Doktorze Kocurze, zatracił się, ukrył lub zakonspirował?

Tu trzeba tęgiego umysłu, naszego dialogu, chcąc opanować tę finansową zemstę w naszej Rzeczypospolitej, czyli "resztówce" naszej Rzeczypospolitej. Wyobraź sobie Acan - więc Cześnik idzie w zaparte. "Zadepcze" nas niechybnie rachunkami, nazywając ten proceder reformą. A Waćpan naśmiewał się z Tatiany Traktorzystki. Tak, to również przez ten śmiech. Będę tu rzetelny - rzeczywiście, chciałem Tatianie wbić w tyłek igłę. No i mamy efekty. No i mamy reformy. Brudne reformy z reform Tatiany Traktorzystki.

Acan, Doktorze Kocurze, jak hrabiowski pięknoduch nie doceniał otoczenia. Sądziłeś przy tem, Doktorze, że socrealizm zdechnie. A tu proszę - socrealizm ma się dobrze w ekonomii i finansach, całą piersią oddycha.

Wracaj, będziemy razem płacić nowe rachunki, drukować nowe nominały, rozdawać nowe gratyfikacje środowiskom pracowniczym... Nadmiar spraw na nas czeka. Niech się Doktor na swoim wywczasie dobrze opali (przypuszczam, gdzie to Waść zaszył się), bo tu podrożało.

Czuj duch - Doktorze Kocurze.

2 września 2008

Lista prześladowanych

Instytut Pamięci Narodowej opublikował tzw. listę prześladowanych - i niektórzy mogą się tam wpisać, a inni nie. Wyjątkowy absurd.

3, 4 lata temu telefonowano do mnie, bym koniecznie wystąpił o status pokrzywdzonego, a przy okazji zapoznał się z teczkami SB o mnie, właśnie z tamtych byle jakich czasów.

Mnie sowiecka bestia i jej słudzy wcale nie prześladowali. To co się działo? Ot trudzili się nad swoim mrocznym i przestępczym procederem. M. in. również ja z nimi walczyłem, a nie nadstawiałem tyłka, by mnie kopano. To jest zasadnicza różnica - być prześladowanym (czyli być swoistego rodzaju "sierotą", także umysłowym), albo walczyć o wolność, niepodległość, normalność. Po prostu być mężczyzną. Przy tym być człowiekiem - więc popełniać także błędy. Teraz jak łatwo z perspektywy lat oceniać, kwalifikować, zapisywać, nie?

Mnie nie ma na tej liście (a jeśli jestem, to trzeba moje nazwisko natychmiast wykreślić). O co więc chodzi? Moim zdaniem - uzurpator, również zbiorowy uzurpator (rodzaj monopolisty od świadomości narodowej) za wszelką cenę i na zawsze chce podpisać się pod walką sprzed 1989 r., a zarazem decydować, kto walczył, kto nie. Jeszcze raz zaznaczam, psychika osoby prześladowanej (można jej współczuć, nie przeczę) jest całkowicie inna od psychiki osoby walecznej, która zna swoją wartość i godność.

A lista prześladowanych to będzie jakby rejestr "najprawdziwszej" elity patriotycznej i duchowej Polski, ba - Narodu Polskiego.

Rexiu, daj wreszcie pokój - bo źle na ciebie działają żubrówka i kiełbasa. Siemanko...


PS. Doktorze Kocurze, acan ukrywasz w połach płaszcza alpage - dostrzegam to zmysłem powonienia... Ależ się waćpan, Doktorze, wystroił na upał. Będzie padać? Aha.

6 lutego 2008

Ad vocem


Chcę wyjaśnić - nie popieram, właśnie jako opozycjonista (1980-1989), stanu braku wolności, który panuje w Polsce. Tej normalnej i codziennej wolności - w jej przejawie ekonomicznym i społecznym. Wolność musi być dostępna, a drogą do niej obecnie jest m. in. zapewnianie sobie i swojej rodzinie podstaw finansowych - mieszkania, pieniędzy na kształcenie dzieci...

Tow. Szmaciak dobrał sobie przy tzw. okrągłym stole "opozycję" mu powolną, jak kwiatek do kożucha. Moich przyjaciół z Podziemia 1981-1989 i mnie tam nie było. Lecz to jeszcze wcale nie oznacza, że w ten sposób skaptowane osoby będą na zawsze prowadzić Naród Polski. Pojawią się problemy, problemy tej klasy, iż pogrążą kręgi uzurpatorów.

Wolności nie cedzi się - jest, albo jej nie ma.